Los pokrzywdził mnie zmuszając do życia w mieście (małym bo małym, ale jednkak) z dala od wszelkich krzaczków, zarośli i tym podobnych... wielką sympatią daże zwierzątka pokroju jaszczurek, żab, węży oraz wszelkich owadów...
Z reguły jestem osobą niezdecydowaną(czytającą 5 książek naraz), rezygnacja z pomysłu zajmuje mi średnio tyle czasu ile trwało jego wymyślenie, bądź w przypadku nader silnej woli rezygnuje dopiero wówczas gdy zaczne ponośić szkody fizyczne(np. po robieniu oli na desce, bądź skakaniu na rowerze....) lub psychiczne(wynikające np. z tego, iż ludzie nie chcą uwierzyć w fakt, że krowa bliżej jest spokrewniona z tygrysem niż z koniem)...
Tyle??






