przez Lennon » 30-06-2005, 18:47
Malkavian rewelacja!!!!!
dzieki za wiersz dla mnie ,bardzo,bardzo mi sie podoba
Usiąść nad koralem rzek
Czekając na wieczór
I chodzić i krzyczeć w ogrodach mokrych od deszczu
Liczyć gwiazdy w czyjś oczach
Brodzić w oceanie naprzeciw jutrzejszego nieba
Może kiedyś
może kiedyś
może kiedyś przyjaciele
EDIT:
a to dopracowana juz wersja wyznania depresyjnego psa
dodalem troche nowych wierszy
może sie wam spodoba
Mirek Lennon Orłowski
Z cyklu –wyznania depresyjnego psa
wyznanie depresyjnego psa
tylko napisz do mnie gdy zamkniesz drzwi
tylko napisz do mnie gdy zdejmiesz płaszcz
postawisz czajnik z woda
na herbatę z cukrem bez skazy
będę siedział wpatrując się w cienie na ścianie zrobione
przez światło świecy
wiecznie niespełnionej
zaczniesz znów tym ślicznym gestem poprawiać włosy
będziemy leżeć oglądając wiatr
tylko napisz do mnie gdy zamkniesz drzwi
tylko napisz do mnie gdy zdejmiesz płaszcz
teraz klęczę przed obrazem ze szklanka napełniona
jękiem depresyjnego psa
w oczach kolor łzawej prawdy
jedynym przyjacielem popielniczka wieczorna
kartka papieru z prośbą odleciała gdzieś
tylko napisz do mnie gdy zamkniesz drzwi
tylko napisz do mnie gdy zdejmiesz płaszcz
Andrzej
nazywali go metalem ,serce z żelaza miał
pamiętasz kiedy z nami wino w szatni pił
kradł słoneczne dni narkotykowym strachem
Andrzej umarł wczoraj w blady dzień
Andrzej umarł wczoraj w blady dzień
Siedział w ostatniej ławce, wiosna otwierał okno, na boisku mocno klął
Długie włosy, ciężkie buty, w oczach mrok
Szyderczy jego śmiech wciąż unosi się nad dachami
Bunt, niewiara, płomień - pieszczoty błysk
Andrzej umarł wczoraj w blady dzień
Andrzej umarł wczoraj w blady dzień
Nóż w jego plecach , jął –jął! ,czerwony dres
Pisk opon, krzyk dziewczyny ,gitarowy zgiełk
Śmieć –poeta
Ale to już było- kiedyś , za drzewem
W wynikłej sytuacji ,aktualnej racji
Dawniej można było pojechać nad morze
Pochodzić po plaży w zachodzące wieczory
Słońcem pomarańczowym kochającym prościej
Dziś zamarza uczucie w czarnej kurtce
Z napisem wykutym kamieniem
Należącym się wrzech-osobie
Omijającym sieć twojej psychicznej chwili
Przegrałem wszystko w ruletce pustki
Kazali mi napisać ,pokazać wiedzę
Ja sprzedałem swoje umiejętności na
Bazarze, obok kiosku z porcelaną
Ja ukradłem wam wiarę-sobie zostawiłem
Marna moc myślenia inaczej
Nazwisko moje i imię nieznane
Pseudonim literacki mój nieskazitelny
Ja jestem wielki, jestem bogiem i panem
Jestem śmieciem
Jestem nieśmiertelny
Antyczna droga kamienna
Drogo kamienna antyczna do góry
Poręcze się ślizgają ,twoje ręce bezwładne
Pomóż mi odnaleźć kierunek , obłok naiwny
Może szczery
Pomóż mi dogonić światło zapalonej
Lampy
Oczy błyszczą w lustrze codzienności
Psychika nie wytrzyma następnego stłuczonego szkła
Po kryjomu modłę się szczerzę o wyjście
Szukam mistrza sztuki istnienia
Z żelaza obudziłem w sobie lęk
Z żelaza obudziłem w sobie lęk
Klaun
Zrozumieć sceny nie mogę więcej
Krzykliwie chodzić spokojnie po śniegu
Gdzie twoja wiara człowieku ?
W spelunie spektaklu gromadzisz uśmiechy
Sztuka się kończy
Niestety będziesz musiał pokazać twarz publiczności
Prawdziwą
Żonglerka, chodzenie po linie, tresura lwa ,puszczanie baniek
Zapomnij ,musisz zdjąć kapelusz
Konferansjer zapowiada człowieka
Człowieka bez krawatu i kwiatka
Człowieka zrobionego
Człowieka prawdziwego
z jokerami
z manierami
z problemami
z pragnieniami
z natchnieniami
Po nervosolu
ciekawie jak tam w zamknięciu jest
ciekawie jak tam czuje się twój lęk
każdy zatańczy gnijąc w ciszy
każdy zapuka w wieko z przerażeniem
nie masz szans na nagrodę w niebie
nie masz szans na wieniec laurowy
ty płaczesz sam gdy nie widzi nikt ,boisz się strachu swego jak wąż
ty płaczesz sam by nie zapomnieć dni ,boisz się wiary swojej jak szkło
czasem chodzisz ulicą błyszczącą z twarzą uniesiona w górę
czasem myślisz o brylantowych latach z błękitem w oczach
w kręcący się świat wchodzisz z przyjacielskim uściskiem
w zieleniący się świat wpływasz z psychodeliczną myślą
dlaczego? -nie mam tarczy - nadziei na granitowy dźwięk
dlaczego twoje życie gdy zrozumiesz -nie znaczy teraz nic
ciemność kroczy w purpurowym lesie tęcz
ciemność kocha zataczanie się we mgle
płyniemy przez ocean
Płyniemy przez ocean
dziewczyna o pięknych oczach wychyla się przy poręczy
stojący na mostku bosman upomina ją srogo
płyniemy przez ocean
wieczorami dużo pijemy i gramy w różne zabawy
Gdzie jest kapitan? -zapytał mężczyzna z brodą
Kapitan leży w swojej kajucie i wszystko go "pierdoli"- odpowiedział głos starca
płyniemy przez ocean
pogoda jest śliczna ,wiatr ucichł całkowicie
czasami jakiś szczęściarz zobaczy na horyzoncie delfina
płyniemy przez ocean
porankami długo śpimy i mało rozmawiamy
Gdzie jest kapitan? -zapytał mężczyzna z brodą
Kapitan leży w swojej kajucie i wszystko go "pierdoli"- odpowiedział głos starca
płyniemy przez ocean
ciągłe wyrzuty sumienia i choroba morska
zakochałem się dziś w córce milionera
płyniemy przez ocean
popołudniami paląc skręty spoglądam na jej śliczne czarne oczy
Gdzie jest kapitan?- zapytał mężczyzna z brodą
Kapitan leży w swojej kajucie i wszystko go "pierdoli"- odpowiedział głos starca
płyniemy przez ocean
zakręcone dni i przyjemne spotkania
a Ona złamała mi brutalnie serce
płyniemy przez ocean
po obiedzie strzeliłem sobie w łeb
trupa bosman wyniósł pod pokład
Gdzie jest kapitan?- zapytał mężczyzna z brodą
Kapitan leży w swojej kajucie i wszystko go "pierdoli"- odpowiedział głos starca
Psy
ponura noc ludzkiej rzeczywistości
bagnista szarość diabelskich kwiatów
z oddali słyszysz wycie psów
pies ma oczy koloru nieba
pies ma miłość wypisana na ogonie
pies jest wierny na zawsze
gdy wszyscy rozejdą się do domów
gdy ludzie uciekną do barów i dyskotek
z oddali słyszysz wycie psów
pies po kryjomu wyciera oczy
pies leży z szklanka wódki na fotelu
pies jest wierny na zawsze
nie nauczysz go kochać inaczej
nie zrobisz z niego maszyny
z oddali słyszysz wycie psów
pies nigdy nie zapomni
pies oczywiście ci wybaczy
pies jest wierny na zawsze
ludzie psy wyją do srebrnego księżyca
ludzie psy wołają odległej pomocy
ludzie psy nienawidzą swego życia
ludzie psy podcinają sobie błękitne linie w nocy
Gra
gra cieni w kościele wspomnień
jestem aktorem w teatrze ucieczki
alkohol to dobre przebranie
gdy zaczyna się przedstawienie
często wkładam swój pijany kostium
nie dostane żadnej nagrody za swoją rolę ,wiem
nie umiem zagrać przylizanego amanta
nie umiem zagrać twardziela z rysami twarzy Arnolda
nie umiem zagrać dyscypliny i odpowiedzialności
nie umiem zagrać spokoju
nie umiem zagrać fanatyka
nie umiem zagrać zazdrości i zemsty
nalej mi -w moich oczach widzisz strach
szklanka pusta mnie przygnębia
nie ma miejsca na łzy
nie ma miejsca na lęk
każda chwila jest wiecznością
jeśli zagrasz ze mną w miłość
Dziewczyna w niebieskich dżinsach
dziewczyna w niebieskich dżinsach na dworcu twoich wspomnień
jej włosy czerwone przez szybę odmalowane
z autobusu podmiejskiej relacji
ciemne okulary jasności barw
wszystko umknęło za szybko
uśmiech na twarzy i smak wina z przyjaciółmi
w tanim barze o późnej godzinie
śpiew dusz jąkających się w obliczu świata
ciemne okulary jasności barw
wszystko umknęło za szybko
aromat lodów truskawkowych w letnie popołudnie
zapach papierosa samotności w magiczne noce
dotyk najmilszej dłoni w nietrzeźwości umysłu
niesamowite uczucie euforii i psychodelicznej myśli
ciemne okulary jasności barw
wszystko umknęło za szybko
lecz dziewczyna w niebieskich dżinsach nadal na dworcu stoi
bez kwiatka w ręce
jej włosy wiecznie czerwone
lecz jesień nie jest już taka słoneczna
asfalt z chodników nie świeci tak mocno
w powietrzu nie czuć już tej miłości
Śnijcie bracia
może pewnego dnia będę innym człowiekiem
teraz staram się trochę lepszym wiatrem wolności
miłość kaleczy
miłość niszczy od środka
wszystko przemija
wszystko przemija
śnijcie bracia ,jeśli jeszcze możecie
śnijcie siostry ,mam nadzieje że znajdziecie światło
życie jest delikatna walka o czas
o czas
może pewnego dnia poczujesz w skrzydłach coś więcej niż podmuch
specjalne miejsce specjalnych miłości
gdzie jest to uczucie z odpoczynków pod cieniem drzewa
ta noc
śnijcie bracia ,jeśli jeszcze możecie
śnijcie siostry ,mam nadzieje że wam się uda
życie jest delikatna walka o czas
o czas
nóż i zazdrosna gorycz w twoich rękach
w twoich oczach widzę złość
niebo płacze razem z nami i nic nie zmieni faktu pustki
pewnego dnia poczujesz w skrzydłach coś więcej niż podmuch
specjalne miejsce specjalnych miłości
gdzie jest to uczucie z odpoczynków pod cieniem drzewa
ta noc
Śmierć w butach
Śmierć
W butach
W butonierce
Z żałosnym położeniem
Maestrią i modlitwami
Przypadkowo
Nagle przy obiedzie
We śnie
W autobusie na tylnym siedzeniu
Rynna w domu zagadek jak zawsze przecieka
Krzyk
Donośny i majestatyczny
Bolesny bez wiary
Ostatni przed końcem
Początkiem
Brzegiem utraconej kiedyś mocy dźwięku gitary
Z wyrzutem na ramieniu
Z spojrzeniem nacechowanym
Bólem
Cierpieniem skrzywdzonego
Nie pytaj-dlaczego?
Bo kwiaty kwitną na wiosnę
Bo człowiek potrzebuje wody
Aby żyć
Przeżyć w odległej krainie
Wino wiśniowe
Wino pite w parku wiosenna porą
Wiśniowe
Kolorowe
Bo miłość nas zdradziła
Bo ktoś powiedział żegnaj
Bo nie ma szans na świt
Poranka zaczarowanej nocy
Z nutka poszanowania ludzkości
Z pytaniem, bez odpowiedzi
Czerwień dywanów zmienionej świadomości
Wino pite w parku wiosenna porą
Wiśniowe
Kolorowe
Ze słońcem na twarzy
Karta wskazuje magiczna minutę
Wiśniowe
Na zawsze kolorowe
Szczerze
Czy teraz czytasz tą książkę?
-szczerze
tak, ale dzień był pochmurny
a kolega zbyt pijany by zapamiętać
poczułem za dużo by skończyć ten rozdział
zapytaj mnie jeszcze o północy o wiarę
heh, dobry pomysł
po obiedzie jestem zdolny rozmawiać o zabijaniu
teraz mogę tylko żałować –za mało powiedziałem
wiesz
czasami mam ochotę się zakopać
sam?
Stary, czy ty rozumiesz zachód firanki w szarych okiennicach
Pamiętasz tą lampę święcąca we śniegu
Metafizyka- nauka o zapominaniu
Szczerze
Ten sklep jest zamknięty
Przyjaciele
Kiedy spełni się twój sen
Kasa wskaże dobre numery
Kolejka po władze skończy się z biegiem zegara
Powiesz to był dobry dzień
Przyjaciele będą przyjaciółmi
Przyjaciele będą przyjaciółmi
Nie sprzedasz ich nikomu
Oni tez nie odejdą przed zaśpiewaniem
Kiedy złamiesz nogę na parkiecie zła
Wyrwom ci portfel uśmiechu w krainie głupoty
W wirze zakłamania pociągniesz za spust
Powiesz to był fatalny dzień
Przyjaciele będą przyjaciółmi
Przyjaciele będą przyjaciółmi
Nie sprzedasz ich nikomu
Oni tez nie odejdą przed zaśpiewaniem
smutny wiersz
krople deszczu spływają po moich policzkach
moje błękitne oczy raczej nie kłamią
żyletka najwierniejszym przyjacielem
czy pan widział kiedyś krew w telewizji
pianino zaczyna grać melancholiczne barwy
pościg samochodów w dziecięcym krzyku
stare drzewa w lustrzanym odbiciu
dzwon w kościele w zatorze umysłu
druty kolczaste ,nie mogę ich przejść
radar w mojej głowie
a telefon milczy
szpitalne łóżka i zapach niemiły
zwariowana twarz obłędu w oczach
kamienie trupy oglądają co dzień dzieciaki
gdzie jest Mirek poruczniku ?
-przykro mi on odszedł ,umarł wczoraj raniony granatem
Sam wieczorem z wyrzutami i bez wina
fala w górę
ręka w bok
szyja obraca się wzdłuż tali kart
kupujesz czy sprzedajesz
życie
z marsa
z walca
na miazgę przerobione
winowajcami potargane
skazitelna liczba zgonów i walk porankowych
wieczornych komputerowych smutków wyjętych z rękawa tratwy dnia
ty nie wierzysz
przegrałem to co mnie przytłacza w tą pogodę
złą ,deszczową
bez środków wyrazu wiosennej nadziei
bez przytulenia do cieplej pocieszającej chwili
bez wina ,z bólem głowy
z wyrzutami
nie mam już sił -idę spać
świeczka
kiedy wpatruje się w twoje oczy powstrzymuje swoja miłość
gdy cię widzę w świetle dnia wiesz że czuje się tak samo
bo nic nie trwa wiecznie i lata się zmieniają
świeczka być może zaświeci w ten zimowy dzień
w barze wszystko przechodzi w milczenie i czekam na twój wzrok
nie boli tak bardzo twój lęk
dym odchodzi i przychodzi
uśmiech zjawia się w milczeniu
kiedy powiesz mi prawdę
pusta szklanka
wiem że nie możesz być moja
tylko moja
kiedy nic się nie zmieni
i ty odejdziesz rano
na oknie kwiat będzie myślał o tobie
bo nic nie trwa wiecznie i lata się zmieniają
świeczka być może zaświeci w ten zimowy dzień
czy ty nie myślisz czasem o mnie?
czy ty nie myślisz czasem jaki jestem ?
czasem każdy czuje się samotny
czy ty nie widzisz drugiej strony?
kiedyś ktoś złamie ci serca w uliczce zła
nie zdążysz zapytasz nawet dlaczego
lecz pamiętaj o mnie
gdy będziesz płakać i przytulać poduszki
kiedy wszystko przeminie
odejdę w deszczu napić się wody
wiem ze zostaniesz wpatrując się w drzewa
domy są różne , nieba wyglądają inaczej
bo nic nie trwa wiecznie i lata się zmieniają
świeczka być może zaświeci w ten zimowy dzień
błogostan
Balon z woda pękł nad twoim niepokojem
Klawisze fortepianu falują wśród świateł
Chce poczuć coś więcej niż zapach
Wilgoć powietrza w letnie wieczory
Rola kpiącego obserwatora
patrzeć w oczy wszechświatu
Ze strzykawką pod zasłoną w śnie
Moje serce krzyczy
Nic nie mogę powiedzieć
Heroinowa tarcza, magiczny błogostan
Na ławce zostawiłeś mundur
W łonie matki karmiony mlekiem
W locie wszystko wydaje się śmieszniejsze
Wybrzeże świeci ,woda kocha
Poznaje prawdę czekając na słowo
2005 rok blady śpiewem oszukania
Ze strzykawką pod zasłoną w śnie
Moje serce krzyczy
Nic nie mogę powiedzieć
Heroinowa tarcza, magiczny błogostan
Kolejna miłość
Kolejna miłość przemyka przed zasłoną
Jak naiwne marzenie chłopca który
Śni że kocha się z dziewczyna z telewizji
Okłamywać się stając z łóżka z puszką pustą
Krocząc ulica z koszula nie zapchana do spodni
Leczyć się powietrzem i narkotykami
Kolejna miłość z nadzieja na uśmiech
Szczery ,czysty
Zeszyt zapisany planem misternym
Ona przenika ciebie lecz nie czeka na nic
Wierzysz w to układając wiersze
Kolejna miłość ,kolejne pukanie do bram świątyni
Z poczuciem beznadziejności ale z iskra w źrenicy
Dwa piwa nas rozkręca podpowiada rozsądek
Spotkanie ze słońcem ,nie chce gadać już z wampirem
Kolejna miłość ,koleje wołanie drzew i nieba
Wyznanie depresyjnego psa –część druga
jak pies który nie potrafi szczekać
czasem rzucona zostanie mu kość nadziei
czekając pod drzwiami na mrozie własnej kudłatej duszy
prosi gwiazdy o chwile ciepła
zostaje jednak z zaciemnionymi oczami
sam z szarym napisem nad budą
określającym jego imię i stan cierpienia
depresja psa nie jest nowoczesna
bez psychologów i lekarstw chemicznych jak świat
czeka aż pan zlituje się wpuszczając go na dywan
do domu
wierząc jeszcze dobroć i miłość za zardzewiałymi drzwiami
Człowiek na ulicy
Wzrost średni ,uśmiech dziecka
Płaszcz poplamiony kolorem trawy
Niebieskie skarpetki ,ciemne okulary
Spodnie podgięte w geście gorąca
Idąc ulica spogląda dokładnie
Wypatruje godziny ,śledzi autobusy
Szuka promienia wiosennego piątku
W kieszeni czerwone wino oszukania
W oczach cos w rodzaju przegranej wojny
Nic nie może zmienić ,cofnąć zegarka
Obudzić się gdzieś tam ze spokojem ostatnim
Dwa cienie
Dwa cienie zbliżają się do siebie w mistyczny sposób
Czysty jak łza tamtego wieczora złączona z papierosem
Na ławce -na psychodeliku szepczesz modlitwy
Samotny rozmawiasz infantylnie o przeczytanych książkach
Z góry cień gałęzi spuszczony szaleje ,walczy
W jakim celu ,muzyka się skończyła
Ona chyba cię nie rozumie –spowiadasz się przed snem w księżyca tarczy
To nie tak miało wyglądać przyjaciele
Ale jeśli dał byś mi jeszcze szanse mistrzu na park ,ławkę ,herbatę ,rozmowę
To skoczę po chleb do nieba
Wyznanie depresyjnego psa –część trzecia
Naiwne pytanie bracie
Oddałem strzał z rewolweru smutku
Żegnam was przyjaciele z księżyca
Może kiedyś odezwę się znów
Powiem że to nie ja
Zagramy w grę na ulicy
Nazywa się- zranić psa
Rzuć w niego kamieniem
Opluj
Przeklnij
Albo zrób to sprytniej
Daj mu nadzieje głaskając po sierści ,a później
Kopnij jak błazna
Czekając na sobotę
Lekarz powiedział że jestem prawie zdrowy
Mogę wychodzić już na dwór
Ale jeszcze nie powinienem zbyt mocno wąchać kwiatków
Odłączyli mi aparaturę ,mogę znów patrzeć w niebo
Niebieskie
Oczy
Podkoszulek
Ubrany na druga stronę mojej jaźni
Może jesienią mnie stąd wypuszczą
Ale ja czekam na sobotę
Wycinając z papieru kolorowe serca
Układam książki
Przez okno w kuchni wypatruje twojego uśmiechu
Gdy powiem coś zabawnego
Spojrzę w twoje oczy
Na razie jednak ci ludzie w fartuchach decydują o moim jedzeniu
Czeszą mi włosy i układają spać
A ja nie mam odwagi powiedzieć nikomu żeby do ciebie zadzwonił
Przyjedziesz w sobotę?
Nakryje do stołu kupując wino
Ale tylko jedno
Nie uznasz mnie za pijanego
Wszystko będzie tak jak narysowałem na obrazku
Wieczorem wyjdziemy na zewnątrz
Porozmawiamy o gwiazdach pijąc
Z twych ust słowa będę się zastanawiał
Ile jeszcze zostało nam czasu do rana
Tylko przyjedź w sobotę odwiedzić mnie aktora zasłużonego
W walce z lękiem dziecięcym i podświadomością sieroty
Zaopiekuj się moimi wierszami
I powycieraj kurze w moim domu zielonym
Bo gdybyś w sobotę się nie zjawiła
Mama by ci zabroniła
Czerwony rower by się popsuł
Lub kolega brutal nie oddal mojego listu
Pamiętaj
Że w niedziele rano wszystko będzie dla mnie szare
I nawet cukierki nic nie zmienią
Księżyc
możesz wycierać łzy
możesz zabić nadzieje
możesz dotykać palcami drugiej strony lustra
ale nie możesz przegapić pełni księżyca
tego nigdy nie wybaczą ci gasnące tej nocy gwiazdy.................
Peace@Love@Kawalier