Poetry

Posty na dowolne tematy, dowolnej długości i o dowolnej porze

Poetry

Postprzez toM_ » 28-06-2005, 21:48

no taki temat tutaj musi być :D
ja na początek wrzuce dwa jakie napbazgroliłem po ostatnim spotkaniu z... hmmm jakby ją nazwać... powiedzmy 111 :P

"Tratewka"

wpłynałem na prawdziwego przestwór oceanu
na tratwie zbudowanej z butelek Coca Coli
powiązanych dratwą, połączonych ogniem
łzy nieba płyną mi od nadmiaru soli

wtem Zeus swym trójzębem uwolnił buteleczki
"jesteś tylko zwykłym człowiekiem" rzekł
"twoje miejsce nie w moim królestwie"
"wracaj do domu" rozkazał

"nie chcę, i nie mogę" ripostowałem
"jestem beznajdziejnym pielgrzymem"
"rozumiem"odparł"więc toń!"
spadam, lecę na dno wraz z nim

kto mnie uratuje?
----------------------
"Księżyc - zdrajca"

Księżycu
i ty przeciwko mnie
dlaczego oświetlasz mnie swą obojętnością?
poświeć na tych którzy Cię nią zarazili
to twoja komitywa
mnie zostaw tu pod wierzbą płaczącą
z kotem myjącym się na prostej ścieżce
wśród wysokiej trawy i brudnej rzeki
idź, zabaw się z nimi
i przestań mi dmuchać dymem papierosowym w twarz
oni mnie ułożą, ukołyszą do snu
ty mi tylko przeszkadzasz
dobranoc
miłej wiecznej nocy
-----
od razu mówię że z księżuca nie jestem wcale zadowolony, cholerny kryzys jakiś przeżywam normalnie ;/
Awatar użytkownika
toM_
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1438
Rejestracja: 03-07-2003, 22:16

Re: Poetry

Postprzez [nieaktywny] malk » 28-06-2005, 21:57

no to jednak.

Zaprezentowany 24.06.2005 w radiu bezkitu.com, połączony z najsmutniejszą i najpiękniejszą muzyką świata... Marillion, Depeche Mode, Porcupine Tree, No-man, The Twilight Singers, Mercury Rev, The Cure, Slowdive, Elbow, Jacques Brel, Tom Waits, Nancy Sinatra, Blur i wielu innych... 3 godziny audycji. Teraz było o wiele więcej MAGII niż przy debiucie. Jak widać chyba dorosłem.

Panie i Panowie, Znikanie

Korowód

Na ulicach wrzał tłum
Chorągwie płynęły z wiatrem rwane przez okrzyki zniszczenia
Mieszające się z hukiem kamieni
Na słupie wisiała Nadzieja z naiwnym uśmiechem
Gasnącym w obojętności
Tanie błyskotki cięły jej twarz
Ufny wzrok zdmuchnęły komendy marszu i nienawiści
Pamięć o pocałunkach znikała raz po raz
Rozpryskując się pod butami w kałużach
Odbijających nasze twarze
Uśmiechy dymu rozwiewały przekleństwa i docinki
Splecione ręce zrywały westchnienia strachu i fałszywej skromności
W schronieniach kamienic pary patrzyły z przerażeniem
Na napierający tłum i rozchodziły się do pustych domów
Pełnych wspomnień szykujących samobójcze pętle
Znika świat wiązanych sznurówek
Na tyle mocno by nie pękły na mrozie
Medalionów w papierowych pudełkach
Z których wypadały już kamienie
Szedłem w tym korowodzie
Bo nic mi nie zostało
Stopy Nadziei już nie drżały
Zaczęło padać.

Tęsknota

Jeszcze jeden gram, kolejna dawka nieskrępowanej miłości
Śpiewający księżyc wszystko zrozumie
Kołysanki dla samotnych marcową nocą
Miłosny strzał, pięćdziesiątka uczucia uderzająca do głowy
Pamiętasz, mieliśmy siedzieć
Na samotnej ławce w czerwonym parku
Pić wino i gadać od rzeczy
Jak przystało na prawdziwych dekadentów
Śpiewające słońce wszystko zrozumie
Pieśń drzew szumiąca w głowie
I fortepian na trzy-czwarte
Liście popiołu mocnych Marlboro
Magia chwili i samochody na ulicach

Pierwszy prawdziwy głód samotności
Czarno-białe fotografie, które spala wiatr
Myśleliśmy, że będzie tak prosto
Linie świateł oczu zakochanych
Będą mienić się na naszych płaszczach kalejdoskopem barw
A czasowe pętle spinające ich ręce
Pozostaną zaciśnięte na zawsze
Pomięty list, który nigdy nie został otwarty
Leży na ulicy, a pieczęć zwrotu mieni się w naszych oczach
Fioletem kłótni i sporów
Wiem, że one siedzą teraz otulone w koc
A w ich brylantowych łzach odbija się świat
I nasze skołatane myśli

Topią smutki w gorących kąpielach i poduszkach pachnących lawendą
Pokuta błędów młodości i deszczu na podłodze
Światła miasta przyczajone za rogiem
Spóźniony stukot obcasów zanurzony w pełnym wyrzutu spojrzeniu
Jakiejś paniusi w jedwabnym woalu
Klony pachnące tytoniem z domieszką melancholii
Nasze oddechy przenikające spękane wspomnienia
Które jedno za drugim umyka
Z lekkim westchnieniem nieproszonych obrazów
Zagłuszonym zgrzytem rozpalanej zapałki
I dźwięków gitary
Czas na nas, już czas
Wiatr w sercu i płonące niebo

Sen

Stracone uczucia mają kolor samotnych lamp
W białych korytarzach
Wpół otwarte drzwi pokoi bez zamków
Przenikają urwane oddechy
Nieznajomych kochanków
Którzy nawet nie znają własnych imion
Związałem Cię z nim
Zebrawszy z podłogi Twoje rzeczy
Spopielone naszyjniki
Splecione jeszcze urodzinową wstążką
Zawiązałem wszystkie sznurówki w okiennicach
Spojrzenia triumfu i zwątpienia
Linie dłoni odbite we mgle

Mgła rysuje na horyzoncie ciągi zdarzeń
Umarłe liście płyną po niebie
Szumnie opadając na ciche chodniki
Drzewa w ogrodzie znikają powoli
Deszczowy pociąg pędził wśród konarów
Coraz dalej i dalej
Rozciął wargi poranił policzki
Pożółkłe dywany nasiąkły przeznaczeniem
A ruchliwe gałęzie rozorały mi twarz
Wiatr uderzył w zamknięte okno
Krople spojrzeń nadal płynęły po szybach
Tylko czerń

Miałem dzisiaj smutny sen

Modlitwa

Chłód zimowego wieczoru i zapach drewnianej kaplicy
Obrazy wspomnień marznące w powietrzu
Półmrok ołtarza i zrezygnowane oddechy
Oznajmujące jedynie przeszłość
A w tle grały dzwoneczki błazeńskiej czapki
Która z ironicznego symbolu naciąganej pychy
Oznaki buntu i niezależności
Stała się wieńcem na grób uczuć
Zapadniętym w śnieżnej otchłani

Łzy dzwoniły na szachownicy posadzki
Niosąc echa żalu w księżycową noc
Kurtyny deszczu opadały z szumem na ziemię
Nurzając się w rozmowach o wieczności
Której nikt z nas nie jest pewien
Cichy wiatr szeptał smutne piosenki
Z szumem nocy zamiast słów
Bardziej wiarygodnej niż puste frazesy
I modlitwy do zniszczonego oblicza

Aniele boże stróżu mój
Zabierz mnie stąd

Jakby to było

Jakby to było, gdyby nie kilka słów nabazgranych
Na pomiętej kartce
Kolejnych zdań przebijających biel koperty
Wsuniętych mimochodem do popielatej torebki

Jakby to było, bez zimowych spacerów
Rąk splecionych w kawiarni na stole
Iskrzących spojrzeń zatopionych w neonach
I skradzionych pocałunków

Jakby to było, bez kolorowych płaszczyków
I skórzanych kurtek przykrytych płatkami kwiatów
Na tramwajowym przystanku
W deszczu końca lata

Jakby to było, gdyby otworzyć okno
Poczuć światło poranka
Wspominając całkowite zaćmienie
Gdy lądowaliśmy w otchłani pościeli

Muszę już zniknąć
Nie ma wyjścia

Szkic

Ktoś daje Ci światło
Wiąże wstążki myśli we włosach
Migocące w słońcu
Przez osiem dni
Krople deszczu spadają z klawiszy fortepianu
Drzewa kłaniają się świetlnym alejom spojrzeń
Łuna dymu zalewa gwiazdy
Aż po horyzont
I tak kradniesz jej ciepło
płynące w wiecznie lodowatych dłoniach
Kradniesz oddechy róż
A potem kraść będziesz
Stukanie pociągów na trakcji
Wśród zapachów traw
I kurzu pożegnań

Powroty

Krzyż księżycowy niknął w czerwieni
Reflektory lśniły kolorami gwiazd
Wsparłem się na wzgórku ramienia
I przygryzłem rude kosmyki
Smakując zapachy nocy i niepewności
A gdy chciałem odejść
Diamentowe guziki minionego spojrzenia
Mignęły gdzieś na niebie
I wróciłem do Niej z jednym pytaniem
Nie
Świat się nie zawalił
Zrozumiałem ten smutny uśmiech
I pocałunek na pożegnanie
Korytarze światła w ciemnym pokoju
Kawałek wspomnienia pocztówka z nocnej
wojaży.

Połamane kwiaty

Połamane kwiaty tkwią na chodnikach
Jak gwiazdy pocałunków
Złożonych suchymi ustami
Na kłującym przeszłością policzku
W bladoniebieskiej poświacie
Kwitnącej aż do krańców nieba
Rosną w milczeniu
Słuchając szczekania bezpańskich psów
I samochodowych kod zatopionych
W wódczanym pływie wspomnień
O czerwonej czapeczce i aksamitnej kokardzie
Spadającej w gasnące światła
Połamane kwiaty czekają na burzę.

Zawieszony sznur

Twój zawieszony sznur pękł na belce minionego uśmiechu
Przelotnego, szybszego niż słowa rzucone na pożegnanie
I zapach drogi skropionej perfumami
Który odebrał Ci oddech skołatanego serca

Ostatni dzień lata był o dziwo gorętszy
Gdy fale z pocztówek kłuły Twoją twarz
Gdzieś tam na falochronie tej bezimiennej przystani
Na którą ciągle wracasz przekonany
Że może nie tylko wychodzący znad morza księżyc
Spojrzy na Ciebie ze zrozumieniem
A piaszczyste koła oszczędzą blizny plaż

Po samotnych parkach chadzałeś zawsze sam
W mgle zachodu i zniszczonych spojrzeniach
Szachownice kolorów rozpływały się w Twoich krokach
A płatki róż ulatywały tylko z wiatrem

Nic już nie pozostało, nawet Wiary Ci brak
Może pędzi teraz wraz z liniami samolotów
Gdzieś tam, wysoko i krzyżuje się z wiarą
Smutnej dziewczyny o oczach koloru tęczy
Wpatrzonej w niebo popołudnia na ławce małego parku
Po drugiej stronie marzenia o przelotnym uśmiechu
I słodkim zapachu drogi, który odebrał jej oddech.

dla Lennona

Czterej jeźdźcy

W samotnych ścianach spoglądając czasem na horyzont cieni
Gdzie zachodził żar świec wśród asów trefl zagrałem w trzy bez atu
Ten w koszuli ognistej zgrywał kierowe króle jakby chciał odebrać
Szczęście uśmiechniętej parze na zdjęciach
Drugi, który w oczach miał wieczorne niebo dorzucał tylko blotki
Zważywszy uprzednio kołysania bioder niebieskiej sukienki
I westchnienia do księżyca.
Długowłosy w koszuli chmur grał raz w piki raz w karo wiedząc już
Że dostanie wieniec zazdrosnych spojrzeń przeczących skinień
I ruszy dalej wśród dźwięków harfy traw niedostrojonego radia
Ugrałem z tym trzecim kolejne mgnienie nocy wśród głosu ulic
Na których płynęły zakochane pary z porankiem ukrytym w kieszeniach
I tak graliśmy noc całą wśród błyskawic pustych skrzyżowań łamanych przez wiatr
A gdy brzask wybielał dachy spijając kryształy lodu ze ścian
Odszedłem, bo Śmierć rzadko zjawia się za dnia.

Zamknięcie

Na połach płaszcza myśli mieniących się czernią
Grała feeria barw znikających krajobrazów
Kurz otwieranych drzwi układał historię poległych dekadentów
Wietrzny kelner opróżnił już popielniczki
Ale nie zadał sobie trudu podniesienia woalki z podłogi
Popękane kieliszki lśniły jeszcze kolorami trunków
Tych samych, które wylewały się gęsto wraz ze wspomnieniami
Nieszczęśliwych miłości i niespełnionych pragnień
Złożone serwetki skrywały jedynie talent pewnego Poety
W którego okularach przeglądali się wszyscy bywalcy
Światła lamp nie zaglądały już do wnętrza
A deski skrzypiały pamiętając jedynie tańce zgromadzonych
Zegar nadal stał
Nie wiedziałem, że nie ma już baru na końcu świata

Koda

A może jednak jest dokąd pójść
Oglądać nowe historie zapisane na szybach autobusów
Wybierać tylko te, które jadą daleko
Albo wysiąść całkiem blisko
Usiąść nad koralem rzek
Czekając na wieczór
I chodzić i krzyczeć w ogrodach mokrych od deszczu
Liczyć gwiazdy w czyjś oczach
Brodzić w oceanie naprzeciw jutrzejszego nieba
Może kiedyś
Ostatnio edytowany przez [nieaktywny] malk 05-03-2006, 19:46, edytowano w sumie 4 razy
[nieaktywny] malk
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1935
Rejestracja: 30-06-2004, 21:03

Re: Poetry

Postprzez Lennon » 30-06-2005, 18:47

Malkavian rewelacja!!!!!
dzieki za wiersz dla mnie ,bardzo,bardzo mi sie podoba


Usiąść nad koralem rzek
Czekając na wieczór
I chodzić i krzyczeć w ogrodach mokrych od deszczu
Liczyć gwiazdy w czyjś oczach
Brodzić w oceanie naprzeciw jutrzejszego nieba
Może kiedyś
może kiedyś
może kiedyś przyjaciele
EDIT:

a to dopracowana juz wersja wyznania depresyjnego psa
dodalem troche nowych wierszy
może sie wam spodoba

Mirek Lennon Orłowski
Z cyklu –wyznania depresyjnego psa


wyznanie depresyjnego psa

tylko napisz do mnie gdy zamkniesz drzwi
tylko napisz do mnie gdy zdejmiesz płaszcz
postawisz czajnik z woda
na herbatę z cukrem bez skazy
będę siedział wpatrując się w cienie na ścianie zrobione
przez światło świecy
wiecznie niespełnionej
zaczniesz znów tym ślicznym gestem poprawiać włosy
będziemy leżeć oglądając wiatr
tylko napisz do mnie gdy zamkniesz drzwi
tylko napisz do mnie gdy zdejmiesz płaszcz

teraz klęczę przed obrazem ze szklanka napełniona
jękiem depresyjnego psa
w oczach kolor łzawej prawdy
jedynym przyjacielem popielniczka wieczorna
kartka papieru z prośbą odleciała gdzieś

tylko napisz do mnie gdy zamkniesz drzwi
tylko napisz do mnie gdy zdejmiesz płaszcz

Andrzej

nazywali go metalem ,serce z żelaza miał
pamiętasz kiedy z nami wino w szatni pił
kradł słoneczne dni narkotykowym strachem
Andrzej umarł wczoraj w blady dzień
Andrzej umarł wczoraj w blady dzień
Siedział w ostatniej ławce, wiosna otwierał okno, na boisku mocno klął
Długie włosy, ciężkie buty, w oczach mrok
Szyderczy jego śmiech wciąż unosi się nad dachami
Bunt, niewiara, płomień - pieszczoty błysk
Andrzej umarł wczoraj w blady dzień
Andrzej umarł wczoraj w blady dzień
Nóż w jego plecach , jął –jął! ,czerwony dres
Pisk opon, krzyk dziewczyny ,gitarowy zgiełk

Śmieć –poeta

Ale to już było- kiedyś , za drzewem
W wynikłej sytuacji ,aktualnej racji
Dawniej można było pojechać nad morze
Pochodzić po plaży w zachodzące wieczory
Słońcem pomarańczowym kochającym prościej
Dziś zamarza uczucie w czarnej kurtce
Z napisem wykutym kamieniem
Należącym się wrzech-osobie
Omijającym sieć twojej psychicznej chwili

Przegrałem wszystko w ruletce pustki
Kazali mi napisać ,pokazać wiedzę
Ja sprzedałem swoje umiejętności na
Bazarze, obok kiosku z porcelaną
Ja ukradłem wam wiarę-sobie zostawiłem
Marna moc myślenia inaczej
Nazwisko moje i imię nieznane
Pseudonim literacki mój nieskazitelny
Ja jestem wielki, jestem bogiem i panem
Jestem śmieciem
Jestem nieśmiertelny

Antyczna droga kamienna

Drogo kamienna antyczna do góry
Poręcze się ślizgają ,twoje ręce bezwładne
Pomóż mi odnaleźć kierunek , obłok naiwny
Może szczery
Pomóż mi dogonić światło zapalonej
Lampy
Oczy błyszczą w lustrze codzienności
Psychika nie wytrzyma następnego stłuczonego szkła
Po kryjomu modłę się szczerzę o wyjście
Szukam mistrza sztuki istnienia
Z żelaza obudziłem w sobie lęk
Z żelaza obudziłem w sobie lęk

Klaun

Zrozumieć sceny nie mogę więcej
Krzykliwie chodzić spokojnie po śniegu
Gdzie twoja wiara człowieku ?
W spelunie spektaklu gromadzisz uśmiechy
Sztuka się kończy
Niestety będziesz musiał pokazać twarz publiczności
Prawdziwą
Żonglerka, chodzenie po linie, tresura lwa ,puszczanie baniek
Zapomnij ,musisz zdjąć kapelusz
Konferansjer zapowiada człowieka
Człowieka bez krawatu i kwiatka
Człowieka zrobionego
Człowieka prawdziwego
z jokerami
z manierami
z problemami
z pragnieniami
z natchnieniami

Po nervosolu

ciekawie jak tam w zamknięciu jest
ciekawie jak tam czuje się twój lęk
każdy zatańczy gnijąc w ciszy
każdy zapuka w wieko z przerażeniem

nie masz szans na nagrodę w niebie
nie masz szans na wieniec laurowy
ty płaczesz sam gdy nie widzi nikt ,boisz się strachu swego jak wąż
ty płaczesz sam by nie zapomnieć dni ,boisz się wiary swojej jak szkło

czasem chodzisz ulicą błyszczącą z twarzą uniesiona w górę
czasem myślisz o brylantowych latach z błękitem w oczach
w kręcący się świat wchodzisz z przyjacielskim uściskiem
w zieleniący się świat wpływasz z psychodeliczną myślą

dlaczego? -nie mam tarczy - nadziei na granitowy dźwięk
dlaczego twoje życie gdy zrozumiesz -nie znaczy teraz nic
ciemność kroczy w purpurowym lesie tęcz
ciemność kocha zataczanie się we mgle

płyniemy przez ocean

Płyniemy przez ocean
dziewczyna o pięknych oczach wychyla się przy poręczy
stojący na mostku bosman upomina ją srogo
płyniemy przez ocean
wieczorami dużo pijemy i gramy w różne zabawy
Gdzie jest kapitan? -zapytał mężczyzna z brodą
Kapitan leży w swojej kajucie i wszystko go "pierdoli"- odpowiedział głos starca

płyniemy przez ocean
pogoda jest śliczna ,wiatr ucichł całkowicie
czasami jakiś szczęściarz zobaczy na horyzoncie delfina
płyniemy przez ocean
porankami długo śpimy i mało rozmawiamy
Gdzie jest kapitan? -zapytał mężczyzna z brodą
Kapitan leży w swojej kajucie i wszystko go "pierdoli"- odpowiedział głos starca

płyniemy przez ocean
ciągłe wyrzuty sumienia i choroba morska
zakochałem się dziś w córce milionera
płyniemy przez ocean
popołudniami paląc skręty spoglądam na jej śliczne czarne oczy
Gdzie jest kapitan?- zapytał mężczyzna z brodą
Kapitan leży w swojej kajucie i wszystko go "pierdoli"- odpowiedział głos starca

płyniemy przez ocean
zakręcone dni i przyjemne spotkania
a Ona złamała mi brutalnie serce
płyniemy przez ocean
po obiedzie strzeliłem sobie w łeb
trupa bosman wyniósł pod pokład
Gdzie jest kapitan?- zapytał mężczyzna z brodą
Kapitan leży w swojej kajucie i wszystko go "pierdoli"- odpowiedział głos starca

Psy

ponura noc ludzkiej rzeczywistości
bagnista szarość diabelskich kwiatów
z oddali słyszysz wycie psów
pies ma oczy koloru nieba
pies ma miłość wypisana na ogonie
pies jest wierny na zawsze

gdy wszyscy rozejdą się do domów
gdy ludzie uciekną do barów i dyskotek
z oddali słyszysz wycie psów
pies po kryjomu wyciera oczy
pies leży z szklanka wódki na fotelu
pies jest wierny na zawsze

nie nauczysz go kochać inaczej
nie zrobisz z niego maszyny
z oddali słyszysz wycie psów
pies nigdy nie zapomni
pies oczywiście ci wybaczy
pies jest wierny na zawsze

ludzie psy wyją do srebrnego księżyca
ludzie psy wołają odległej pomocy
ludzie psy nienawidzą swego życia
ludzie psy podcinają sobie błękitne linie w nocy

Gra

gra cieni w kościele wspomnień
jestem aktorem w teatrze ucieczki
alkohol to dobre przebranie
gdy zaczyna się przedstawienie
często wkładam swój pijany kostium

nie dostane żadnej nagrody za swoją rolę ,wiem

nie umiem zagrać przylizanego amanta
nie umiem zagrać twardziela z rysami twarzy Arnolda
nie umiem zagrać dyscypliny i odpowiedzialności
nie umiem zagrać spokoju
nie umiem zagrać fanatyka
nie umiem zagrać zazdrości i zemsty
nalej mi -w moich oczach widzisz strach
szklanka pusta mnie przygnębia

nie ma miejsca na łzy
nie ma miejsca na lęk
każda chwila jest wiecznością
jeśli zagrasz ze mną w miłość

Dziewczyna w niebieskich dżinsach

dziewczyna w niebieskich dżinsach na dworcu twoich wspomnień
jej włosy czerwone przez szybę odmalowane
z autobusu podmiejskiej relacji
ciemne okulary jasności barw
wszystko umknęło za szybko

uśmiech na twarzy i smak wina z przyjaciółmi
w tanim barze o późnej godzinie
śpiew dusz jąkających się w obliczu świata
ciemne okulary jasności barw
wszystko umknęło za szybko

aromat lodów truskawkowych w letnie popołudnie
zapach papierosa samotności w magiczne noce
dotyk najmilszej dłoni w nietrzeźwości umysłu
niesamowite uczucie euforii i psychodelicznej myśli
ciemne okulary jasności barw
wszystko umknęło za szybko

lecz dziewczyna w niebieskich dżinsach nadal na dworcu stoi
bez kwiatka w ręce
jej włosy wiecznie czerwone
lecz jesień nie jest już taka słoneczna
asfalt z chodników nie świeci tak mocno
w powietrzu nie czuć już tej miłości

Śnijcie bracia

może pewnego dnia będę innym człowiekiem
teraz staram się trochę lepszym wiatrem wolności
miłość kaleczy
miłość niszczy od środka
wszystko przemija
wszystko przemija
śnijcie bracia ,jeśli jeszcze możecie
śnijcie siostry ,mam nadzieje że znajdziecie światło
życie jest delikatna walka o czas
o czas

może pewnego dnia poczujesz w skrzydłach coś więcej niż podmuch
specjalne miejsce specjalnych miłości
gdzie jest to uczucie z odpoczynków pod cieniem drzewa
ta noc

śnijcie bracia ,jeśli jeszcze możecie
śnijcie siostry ,mam nadzieje że wam się uda
życie jest delikatna walka o czas
o czas
nóż i zazdrosna gorycz w twoich rękach
w twoich oczach widzę złość
niebo płacze razem z nami i nic nie zmieni faktu pustki

pewnego dnia poczujesz w skrzydłach coś więcej niż podmuch
specjalne miejsce specjalnych miłości
gdzie jest to uczucie z odpoczynków pod cieniem drzewa
ta noc

Śmierć w butach

Śmierć
W butach
W butonierce
Z żałosnym położeniem
Maestrią i modlitwami
Przypadkowo
Nagle przy obiedzie
We śnie
W autobusie na tylnym siedzeniu
Rynna w domu zagadek jak zawsze przecieka
Krzyk
Donośny i majestatyczny
Bolesny bez wiary
Ostatni przed końcem
Początkiem
Brzegiem utraconej kiedyś mocy dźwięku gitary
Z wyrzutem na ramieniu
Z spojrzeniem nacechowanym
Bólem
Cierpieniem skrzywdzonego
Nie pytaj-dlaczego?
Bo kwiaty kwitną na wiosnę
Bo człowiek potrzebuje wody
Aby żyć
Przeżyć w odległej krainie

Wino wiśniowe

Wino pite w parku wiosenna porą
Wiśniowe
Kolorowe
Bo miłość nas zdradziła
Bo ktoś powiedział żegnaj
Bo nie ma szans na świt
Poranka zaczarowanej nocy
Z nutka poszanowania ludzkości
Z pytaniem, bez odpowiedzi
Czerwień dywanów zmienionej świadomości
Wino pite w parku wiosenna porą
Wiśniowe
Kolorowe
Ze słońcem na twarzy
Karta wskazuje magiczna minutę
Wiśniowe
Na zawsze kolorowe

Szczerze

Czy teraz czytasz tą książkę?
-szczerze
tak, ale dzień był pochmurny
a kolega zbyt pijany by zapamiętać
poczułem za dużo by skończyć ten rozdział
zapytaj mnie jeszcze o północy o wiarę
heh, dobry pomysł
po obiedzie jestem zdolny rozmawiać o zabijaniu
teraz mogę tylko żałować –za mało powiedziałem
wiesz
czasami mam ochotę się zakopać
sam?
Stary, czy ty rozumiesz zachód firanki w szarych okiennicach
Pamiętasz tą lampę święcąca we śniegu
Metafizyka- nauka o zapominaniu
Szczerze
Ten sklep jest zamknięty

Przyjaciele

Kiedy spełni się twój sen
Kasa wskaże dobre numery
Kolejka po władze skończy się z biegiem zegara
Powiesz to był dobry dzień

Przyjaciele będą przyjaciółmi
Przyjaciele będą przyjaciółmi
Nie sprzedasz ich nikomu
Oni tez nie odejdą przed zaśpiewaniem

Kiedy złamiesz nogę na parkiecie zła
Wyrwom ci portfel uśmiechu w krainie głupoty
W wirze zakłamania pociągniesz za spust
Powiesz to był fatalny dzień

Przyjaciele będą przyjaciółmi
Przyjaciele będą przyjaciółmi
Nie sprzedasz ich nikomu
Oni tez nie odejdą przed zaśpiewaniem

smutny wiersz

krople deszczu spływają po moich policzkach
moje błękitne oczy raczej nie kłamią
żyletka najwierniejszym przyjacielem
czy pan widział kiedyś krew w telewizji
pianino zaczyna grać melancholiczne barwy

pościg samochodów w dziecięcym krzyku
stare drzewa w lustrzanym odbiciu
dzwon w kościele w zatorze umysłu
druty kolczaste ,nie mogę ich przejść
radar w mojej głowie
a telefon milczy

szpitalne łóżka i zapach niemiły
zwariowana twarz obłędu w oczach
kamienie trupy oglądają co dzień dzieciaki

gdzie jest Mirek poruczniku ?
-przykro mi on odszedł ,umarł wczoraj raniony granatem

Sam wieczorem z wyrzutami i bez wina

fala w górę
ręka w bok
szyja obraca się wzdłuż tali kart
kupujesz czy sprzedajesz
życie
z marsa
z walca
na miazgę przerobione
winowajcami potargane
skazitelna liczba zgonów i walk porankowych
wieczornych komputerowych smutków wyjętych z rękawa tratwy dnia
ty nie wierzysz
przegrałem to co mnie przytłacza w tą pogodę
złą ,deszczową
bez środków wyrazu wiosennej nadziei
bez przytulenia do cieplej pocieszającej chwili
bez wina ,z bólem głowy
z wyrzutami
nie mam już sił -idę spać

świeczka

kiedy wpatruje się w twoje oczy powstrzymuje swoja miłość
gdy cię widzę w świetle dnia wiesz że czuje się tak samo
bo nic nie trwa wiecznie i lata się zmieniają
świeczka być może zaświeci w ten zimowy dzień

w barze wszystko przechodzi w milczenie i czekam na twój wzrok

nie boli tak bardzo twój lęk
dym odchodzi i przychodzi
uśmiech zjawia się w milczeniu
kiedy powiesz mi prawdę
pusta szklanka
wiem że nie możesz być moja
tylko moja

kiedy nic się nie zmieni
i ty odejdziesz rano
na oknie kwiat będzie myślał o tobie
bo nic nie trwa wiecznie i lata się zmieniają
świeczka być może zaświeci w ten zimowy dzień

czy ty nie myślisz czasem o mnie?
czy ty nie myślisz czasem jaki jestem ?
czasem każdy czuje się samotny
czy ty nie widzisz drugiej strony?

kiedyś ktoś złamie ci serca w uliczce zła
nie zdążysz zapytasz nawet dlaczego
lecz pamiętaj o mnie
gdy będziesz płakać i przytulać poduszki

kiedy wszystko przeminie
odejdę w deszczu napić się wody
wiem ze zostaniesz wpatrując się w drzewa
domy są różne , nieba wyglądają inaczej
bo nic nie trwa wiecznie i lata się zmieniają
świeczka być może zaświeci w ten zimowy dzień

błogostan

Balon z woda pękł nad twoim niepokojem
Klawisze fortepianu falują wśród świateł
Chce poczuć coś więcej niż zapach
Wilgoć powietrza w letnie wieczory
Rola kpiącego obserwatora
patrzeć w oczy wszechświatu
Ze strzykawką pod zasłoną w śnie
Moje serce krzyczy
Nic nie mogę powiedzieć
Heroinowa tarcza, magiczny błogostan

Na ławce zostawiłeś mundur
W łonie matki karmiony mlekiem
W locie wszystko wydaje się śmieszniejsze
Wybrzeże świeci ,woda kocha
Poznaje prawdę czekając na słowo
2005 rok blady śpiewem oszukania
Ze strzykawką pod zasłoną w śnie
Moje serce krzyczy
Nic nie mogę powiedzieć
Heroinowa tarcza, magiczny błogostan

Kolejna miłość

Kolejna miłość przemyka przed zasłoną
Jak naiwne marzenie chłopca który
Śni że kocha się z dziewczyna z telewizji
Okłamywać się stając z łóżka z puszką pustą
Krocząc ulica z koszula nie zapchana do spodni
Leczyć się powietrzem i narkotykami

Kolejna miłość z nadzieja na uśmiech
Szczery ,czysty
Zeszyt zapisany planem misternym
Ona przenika ciebie lecz nie czeka na nic
Wierzysz w to układając wiersze

Kolejna miłość ,kolejne pukanie do bram świątyni
Z poczuciem beznadziejności ale z iskra w źrenicy
Dwa piwa nas rozkręca podpowiada rozsądek
Spotkanie ze słońcem ,nie chce gadać już z wampirem
Kolejna miłość ,koleje wołanie drzew i nieba

Wyznanie depresyjnego psa –część druga

jak pies który nie potrafi szczekać
czasem rzucona zostanie mu kość nadziei
czekając pod drzwiami na mrozie własnej kudłatej duszy
prosi gwiazdy o chwile ciepła
zostaje jednak z zaciemnionymi oczami
sam z szarym napisem nad budą
określającym jego imię i stan cierpienia
depresja psa nie jest nowoczesna
bez psychologów i lekarstw chemicznych jak świat
czeka aż pan zlituje się wpuszczając go na dywan
do domu
wierząc jeszcze dobroć i miłość za zardzewiałymi drzwiami


Człowiek na ulicy
Wzrost średni ,uśmiech dziecka
Płaszcz poplamiony kolorem trawy
Niebieskie skarpetki ,ciemne okulary
Spodnie podgięte w geście gorąca
Idąc ulica spogląda dokładnie
Wypatruje godziny ,śledzi autobusy
Szuka promienia wiosennego piątku
W kieszeni czerwone wino oszukania
W oczach cos w rodzaju przegranej wojny
Nic nie może zmienić ,cofnąć zegarka
Obudzić się gdzieś tam ze spokojem ostatnim

Dwa cienie

Dwa cienie zbliżają się do siebie w mistyczny sposób
Czysty jak łza tamtego wieczora złączona z papierosem
Na ławce -na psychodeliku szepczesz modlitwy
Samotny rozmawiasz infantylnie o przeczytanych książkach
Z góry cień gałęzi spuszczony szaleje ,walczy
W jakim celu ,muzyka się skończyła
Ona chyba cię nie rozumie –spowiadasz się przed snem w księżyca tarczy
To nie tak miało wyglądać przyjaciele
Ale jeśli dał byś mi jeszcze szanse mistrzu na park ,ławkę ,herbatę ,rozmowę
To skoczę po chleb do nieba

Wyznanie depresyjnego psa –część trzecia

Naiwne pytanie bracie
Oddałem strzał z rewolweru smutku
Żegnam was przyjaciele z księżyca
Może kiedyś odezwę się znów
Powiem że to nie ja
Zagramy w grę na ulicy
Nazywa się- zranić psa
Rzuć w niego kamieniem
Opluj
Przeklnij
Albo zrób to sprytniej
Daj mu nadzieje głaskając po sierści ,a później
Kopnij jak błazna

Czekając na sobotę

Lekarz powiedział że jestem prawie zdrowy
Mogę wychodzić już na dwór
Ale jeszcze nie powinienem zbyt mocno wąchać kwiatków
Odłączyli mi aparaturę ,mogę znów patrzeć w niebo
Niebieskie
Oczy
Podkoszulek
Ubrany na druga stronę mojej jaźni
Może jesienią mnie stąd wypuszczą
Ale ja czekam na sobotę
Wycinając z papieru kolorowe serca
Układam książki
Przez okno w kuchni wypatruje twojego uśmiechu
Gdy powiem coś zabawnego
Spojrzę w twoje oczy

Na razie jednak ci ludzie w fartuchach decydują o moim jedzeniu
Czeszą mi włosy i układają spać
A ja nie mam odwagi powiedzieć nikomu żeby do ciebie zadzwonił
Przyjedziesz w sobotę?
Nakryje do stołu kupując wino
Ale tylko jedno
Nie uznasz mnie za pijanego
Wszystko będzie tak jak narysowałem na obrazku
Wieczorem wyjdziemy na zewnątrz
Porozmawiamy o gwiazdach pijąc
Z twych ust słowa będę się zastanawiał
Ile jeszcze zostało nam czasu do rana
Tylko przyjedź w sobotę odwiedzić mnie aktora zasłużonego
W walce z lękiem dziecięcym i podświadomością sieroty
Zaopiekuj się moimi wierszami
I powycieraj kurze w moim domu zielonym
Bo gdybyś w sobotę się nie zjawiła
Mama by ci zabroniła
Czerwony rower by się popsuł
Lub kolega brutal nie oddal mojego listu
Pamiętaj
Że w niedziele rano wszystko będzie dla mnie szare
I nawet cukierki nic nie zmienią

Księżyc

możesz wycierać łzy
możesz zabić nadzieje
możesz dotykać palcami drugiej strony lustra
ale nie możesz przegapić pełni księżyca
tego nigdy nie wybaczą ci gasnące tej nocy gwiazdy.................
Peace@Love@Kawalier
Awatar użytkownika
Lennon
Popijacz
Popijacz
 
Posty: 100
Rejestracja: 29-04-2004, 20:16
Miejscowość: piekło

Re: Poetry

Postprzez blabla » 05-07-2005, 00:38

Malkavian napisał(a):Zaprezentowany 24.06.2005 w radiu bezkitu.com, połączony z najsmutniejszą i najpiękniejszą muzyką świata... Marillion, Depeche Mode, Porcupine Tree, No-man, The Twilight Singers, Mercury Rev, The Cure, Slowdive, Elbow, Jacques Brel, Tom Waits, Nancy Sinatra, Blur i wielu innych... 3 godziny audycji. Teraz było o wiele więcej MAGII niż przy debiucie. Jak widać chyba dorosłem :)


Jak się pewnie domyślasz, niestety nie słuchałem tej audycji, bo był Carratouhill na Placu Krakowskim u mnie w mieście za friko oraz mnóstwo znajomych do wspólnego chlania na zakończenie roku, więc chyba rozumiesz :) . Ale jak bedziesz znowu coś szykował, to wbijaj do mnie na gg, albo podaj tu szczegóły - może będzie to bardziej szczęśliwy termin...
blabla
Degustator
Degustator
 
Posty: 65
Rejestracja: 08-10-2003, 17:35

Re: Poetry

Postprzez toM_ » 14-07-2005, 21:45

Dead End

My street was so straight, so pure
I've been feeling sick of that
But at one night I've lost too
Not just like the others...

I saw a dirty place - sinful place
And then I turned left
Now misdeed I must to face
Is standig just in front of me...

That's the girl in age of mine
A robot made of blood and bones
She's smiling, she looks fine
but her eyes...

I looked into them...
Now I see a beautiful experience
Yes! A fucking dead end...

<hit>
<fall>
Awatar użytkownika
toM_
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1438
Rejestracja: 03-07-2003, 22:16

Re: Poetry

Postprzez Lennon » 25-07-2005, 20:11

A gdyby tak...........

A gdyby tak ktoś powiedział ci leć
Czy pojechał byś na wędrówkę letniego wieczoru
Zaspany, naćpany ,oblany piwem zapomnienia
Brudas
Irokezy stoją w jednym rzędzie
Każdy w innej koszulce wyznania
Umysłu jak śmietnik pozytywny
Szukasz dłoni
O! Zalazłeś złota agrafkę szczęścia
I wtedy przyszła Ona
Punk zmienił się w Francuza
Kwiaty zakwitły w jego obłoconych butach
I nie trzeba było nic mówić więcej

Duchy i ludzie
Samotne ulice opustoszałych sklepów
Przygasły światła pustych przystanków
Ławka
Dźwięk zegara wampirycznie wskazuje północ (półmrok)
Może drinka zanim zacznie się przedstawienie
-nie dziękuje dziś prowadzę limuzynę szatańskiej prawdy
Palisz?
Dym z niewinnych ludzkich płuc unosi się nad drzewami
Poproszę o jakiś dokument tożsamości
-hahaha ,jeszcze tego nie zauważyłeś
Po stokroć trudniej dziś jest odróżnić ducha od człowieka niż człowieka od ducha

Typowy wieczór z winem
I kiedy tak sam siedzę przy fortepianie
Ze szklanka wina na parapecie świadomości
Nic nie może mnie uratować bardziej niż to ziarenko
Odrobina czyjejś miłości
Wiesz, tak żebym wiedział dla kogo śpiewam tej nocy

Codzienna walka
Wypoleruj mi buty zanim odejdziesz
Mam cię za przeproszeniem wsadzonego głęboko w szafie
Na dnie
Dlaczego tak mnie ranisz ,nie pozwalając zasnąć
Gdy cię spotykam musze umywać ręce
Bo wstręt mnie prometejski ogarnia
Gdy cię widzę zakładam ciemne okulary
By ukryć błękit w moich oczach
Ty trumno mojej walki
Ty wyschła kroplo rosy poranka letniego
Nie zabijaj mnie draniu
Nie ogarniaj mojej winy
Jedno lekarstwo mam na ciebie skurwielu
Ale czekam aż otworzą znowu aptekę gdy zaświeci słońce
Nie zabijaj mnie draniu
Nie ogarniaj mojej winy
Lęku sierocego kompleksu
Lęku sierocego kompleksu

Tak.....
Błazny błaźnią się od święta
Chamy kompromitują się codziennie
Pijacy chleją od poranka zanim zdarzą wytrzeźwieć
Politycy kłócą się od porannych newsów do wieczornych zamachów
Złodzieje kradną całe życie
Morderca zabija choć raz a dobrze
Dziwki robią to przez cały dzień i noc
Dobry kapłan buduje świątynie w trzy dni, nie więcej
Piłkarz kopie nawet w łóżku
Gitarzysta gra bez przerwy powtarzając w podświadomości nuty
Wędkarz łowi we śnie czasem
Górnik popołudniami szuka trochę światła
Kierowca jeździ do wyczerpania paliwa
A poeta panie i panowie
Poeta pisze kiedy mu się chce

Z pamiętnika ....

Dziś wyklęła mnie własna matka
Bo nie chciałem sprzedać marzeń
Dziś pogryzł mnie pies sąsiada
Bo nie chciałem spojrzeć prawdzie w oczy
Rano dostałem w mordę
W południe potracił mnie samochód
Naprawdę nie chciałem wiedzieć co będzie wieczorem
A o siódmej jednak
Kolacja ,świece ,wino
Śpiew ukojenia nerwów
W powietrzu zapach narkotyczny
Dotyk dłoni kobiecej ,smak ust waniliowych
Ale żeby nie było mi za dobrze
Gdy wracałem do domu
Zgubiłem jej numer telefonu
I teraz nie wiem gdzie szukać


Bo gdy jest mi naprawdę źle

Bo gdy jest mi naprawdę źle
Towarzysze moich zabaw i gier wariackich
Mówię wam
Gdy już kwiaty wyschną wszystkie
I lampy zgasną (jakby kiedykolwiek świeciły) bezpowrotnie
Wtedy wspinam się wysoko
Tak bliżej nieba
Wszędzie szare domy, dachy jednak kolorowe
W każdym domu mieszka Życie
I może Ono czasem też chce przyjść tu gdzie ja jestem
Ale nie może...

Z pamiętnika 2.....
Pamiętacie Mickiewicza
Nie, nie Adama
Mariusza Mickiewicza
Tego który zawsze oszukiwał w karty
Jeździł na tym starym motorze
Chodził w podartych spodniach
Monarchowie wezwali go do służby
Miał zabijać dla dobra ojczyzny gdzieś daleko
Pewnego dnia trafiła go kula
Tak normalnie, bez oklasków, defilad, śpiewów ,medali
Szkoda bo tak fajnie grało się w karty
Gdy On oszukiwał



Bo wszystko odchodzi

Kupiłem sobie druga stronę
Obróciłem kartkę by spojrzeć
Daleki wschód umiera w zachodzie słońca
Próżnia wysypanych prawniczych umów
Czasem musisz spalić więcej by poczuć się lepiej
Jeszcze widno w komnacie oszukania
Tli się bezpodstawnie
Bez pytań ,bez odpowiedzi
Klaszcze w dłonie naiwne
Bo wszystko odchodzi
Bo wszystko odchodzi
Bo wszystko odchodzi
Peace@Love@Kawalier
Awatar użytkownika
Lennon
Popijacz
Popijacz
 
Posty: 100
Rejestracja: 29-04-2004, 20:16
Miejscowość: piekło

Re: Poetry

Postprzez Lennon » 27-07-2005, 14:04

Gdzie moi bracia??

Próżno prosić spadające płatki róż
W ogrodzie nic nie zobaczysz
Reflektory skierowane na twoją twarz
Nic złego ci nie zrobią bo oddychasz jeszcze sam
Gdzie moi bracia ???
Gdzie moi bracia??
To nie czas aby winić lekarzy
To nie czas aby wieszać ludzi
Złodziej i tak się nie znajdzie
To nie problem
Twoje żyły o tym świadczą
Gdzie moi bracia ???
Gdzie moi bracia??

Kiedy wszystko już umrze tak jak umiera prawda każdego pukania do drzwi
Twoi mędrcy nic nie zrobią ,nie zmienią nawet życia w pustkę
Śpiewać będziesz tylko jak uciekinier wracający do domu po śmierć
Gdzie moi bracia ???
Gdzie moi bracia??



Piątek wieczorem
Wieczorem zaczyna się rewolucja
Bar otwiera się dla jaskółek ,park obejmują ludzie bez prawa wizerunku
Szkoła skończyła się osiem lat temu ,możemy latać
Ale
Spójrz na siebie teraz
Tak po prostu
Spójrz na siebie teraz
Skaczesz do góry ,rozlewasz piwo strumieniem bezprawia
Twoje smęty denerwują mnie człowieku
Może ktoś musi umrzeć w tą noc
ktoś musi umrzeć w tą noc
za późno już na sen ,za wcześnie by iść spać
będziemy wirować i słuchać muzyki na balkonie ekstazy
bez przeszkód zapewnimy sobie szybsza śmierć z uśmiechem na ustach
w szafie błyszcza tabletki kolorowe
poczujesz wszystkie zapachy i dźwięki psychodeli tego świata mówiono ci
Spójrz na siebie teraz
Tak po prostu
Spójrz na siebie teraz
Ogień
Ogień!!!!!
A jednak gaśniesz
Peace@Love@Kawalier
Awatar użytkownika
Lennon
Popijacz
Popijacz
 
Posty: 100
Rejestracja: 29-04-2004, 20:16
Miejscowość: piekło

Re: Poetry

Postprzez betton » 18-08-2005, 17:39

w wieku lat 20. wyrosłam z poezji...
Awatar użytkownika
betton
Popijacz
Popijacz
 
Posty: 98
Rejestracja: 05-04-2004, 10:53
Miejscowość: Katowice/Tychy

Re: Poetry

Postprzez toM_ » 28-08-2005, 09:50

z tego się nie wyrasta, to jest jak... jak muzyka. Nie wyrasta się z muzyki.
a ja dziś w nocy coś skrobnę, albo wcześniej podczas pobytu na lotnisku... może fruwające mi tuż nad głową szybowce rozkażą mi coś dobrego nabazgrać
Awatar użytkownika
toM_
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1438
Rejestracja: 03-07-2003, 22:16

Re: Poetry

Postprzez Lennon » 29-08-2005, 20:25

Porozmawiajmy

Porozmawiajmy
Jestem trzeźwy i pełnoletni
Szary chodnik przy drodze tak słabo ruchliwej skierowany do mego domu
By zaznaczyć kolejny przegrany rok bez ogrodów
Spadkobierca niczyich marzeń w bramie sennych wizji
Winny?
Czy niewinny ?
Z reszta nie ważne- pogrzeby czy wesela
Jeden gdy rzuci monetę uratuje życie w niebie
Innego powieszą gdy zejdzie słońce
mamy to zilustrowane w kolorze naszych oczu
Jak życzenia urodzinowe
Jak każda linia naszych dłoni
przenikliwa w wszystko
W bezwzględnej matematyce naszych światów
Wina !!,szybko nalejcie wina
By usnąć następna noc bez przenikliwej pustki w przeinaczeniu
Wybitych szyb mojego świata

Ty dobrze wiesz przyjacielu co możesz dla mnie zrobić
Nie chce pieniędzy ani winnic z piwnicami
Na razie podaruj mi dotyk szepczącej dłoni anioła
Peace@Love@Kawalier
Awatar użytkownika
Lennon
Popijacz
Popijacz
 
Posty: 100
Rejestracja: 29-04-2004, 20:16
Miejscowość: piekło

Re: Poetry

Postprzez Lennon » 30-08-2005, 10:36

............
W celi pytań układam wspomnienia
Do szukane mity w księgach łysych starców
Modlitwy dziesięcioletniego chłopca z kompleksami
Naiwna wiara w śpiew ptaków
Rękawica rzucona w imię walki z tłumem

Przerwa na papierosa
I nagle ......
Tu nie można palić proszę pana-głos zgorzkniałej starej baby
Tu nie można zabijać proszę pani-odpowiedz
Puk puk !!!
Czy jest ktoś w środku
Czy ktoś otworzy wreszcie drzwi
Z buta chłopcze ,to trzeba z buta-czterdziestoletni mężczyzna po przejściach doradza
Poczęstuj herbatą, zielskiem
Załatw mi jakąś dziwkę ,napełnij żołądek -odpowiedz
Co się tak głupio uśmiechasz ,to nie zabawa
Na dyskotekach w barach ,na ulicy –motłoch
Lejcie!!!!!!!!!
Trzeba się dzisiaj zabawić
Mamo wrócę późno ,po północy albo rano
Uwaga na ulicy czerwone dresy widzę ,szerokie spodnie
Zaczepka ,Walka ,krew ,ucieczka ,zwykła robota wieczorowa porą moi rodacy
Wracam do domu z obita morda i liczę pieniądze na klatce schodowej
Rano matka mnie obudzi i każe mi iść do kościoła
Peace@Love@Kawalier
Awatar użytkownika
Lennon
Popijacz
Popijacz
 
Posty: 100
Rejestracja: 29-04-2004, 20:16
Miejscowość: piekło

Re: Poetry

Postprzez toM_ » 03-09-2005, 21:58

Historia prawdziwa

Bar
siedzę przy pustym stoliku i popijam wodę z kranu
masa, masa ludzi tłoczy się w środku
zamawiam pierwsze piwo, odklejam etykietę
wypiłem - stolik już nie jest pusty...
przy drugim piwie mam towarzyszkę
pustą butelkę

jakaż idealna, jakaż cierpliwa
słucha mnie z zainteresowaniem... i rozumie
taka przyjaźn też nie trwa długo
amant kelner odbija mi ją jednym ruchem ręki
siedzę przy pustym stoliku w barze pełnym ludzi

wyssałem wszystko z ust drugiej butelki
cudowny słodki pocałunek
teraz siedzi na przeciwko mnie
i rozmarzona patrzy mi w oczy
playboy kelner znów wkroczył do akcji
i znów siedzę przy pustym stoliku
wokół pełno ludzi

na przzeciwko siada dziewczyna
prawdziwa jak na filmach
niezła... przechodzi mi przez głowę

alkohol zaokrągla kształty

pozbawiłem wnętrza ostatnią szklaną partnerkę
i wróciłem do siebie
wydała mi się zbyt chętna
----------------------------------------------------------

Historia zmyślona

Bar
siedzę przy pustym stoliku i popijam wodę z kranu
masa, masa ludzi tłoczy się w środku
zamawiam pierwsze piwo, odklejam etykietę
wypiłem - stolik już nie jest pusty...
przy drugim piwie mam towarzyszkę
pustą butelkę

jakaż idealna, jakaż cierpliwa
słucha mnie z zainteresowaniem... i rozumie
taka przyjaźn też nie trwa długo
amant kelner odbija mi ją jednym ruchem ręki
siedzę przy pustym stoliku w barze pełnym ludzi

wyssałem wszystko z ust drugiej butelki
cudowny słodki pocałunek
teraz siedzi na przeciwko mnie
i rozmarzona patrzy mi w oczy
playboy kelner znów wkroczył do akcji
i znów siedzę przy pustym stoliku
wokół pełno ludzi

na przzeciwko siada dziewczyna
prawdziwa jak na filmach
niezła... przechodzi mi przez głowę
podaję jej butelkę, a ona:
dzięki już dość wypiłem

alkohol zaokrągla kształty

czerwony na twarzy
szybkim ktokiem
potykając się
opuszczam lokal
Awatar użytkownika
toM_
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1438
Rejestracja: 03-07-2003, 22:16

Re: Poetry

Postprzez Lennon » 10-09-2005, 19:40

O niczym

Ten wiersz
Tak tak
Ten wiersz jest o niczym
I uprzedzam wszystkich
nie doszukujcie się w nim podtekstów
Ukrytego przesłania, zakamuflowanej strony
Tej drugiej oczywiście
Nic się nie dowiecie o pięknie czy brzydocie
Nic nie usłyszycie o sprzeciwie
Buncie jednostki
Tak śmiesznym nad ranem na kacu
Gdy szukasz wody pospiesznie
A może dłoni nie swojej
Zegarowej obojętności na to co było
Kiedyś na osiedlu z amfetaminą
Albo później -jak zawsze punkowe klimaty
Nie ma przyszłości ani wina Ikara
No i Ona
Zakwitło to we mnie jak zawsze bezpodstawnie
He he ludzie ja to pamiętam
Ale powrót jednak szybki do migoczących się świateł muzyki Hendrixa
Choć chciałbym cię przeprosić cicho
Powiedzieć ze to było dawno ,byłem innym chłopcem
W koszuli wczesnej Nirwany
Paliłem wtedy Westy czerwone i wszędzie jeździłem rowerem
Samotny gówniarz który wkopał się w kolorowe tabletki
ścieżki ucieczki ,pakiety
przyjacielskie eskapady ,niesamowite indiańskie wizje
tak jak wtedy w parku prowadzony do domu
rozmowy z bogiem
prometejskie wycieczki
palenie kościołów i spluwanie łysym prosto w twarz
bez krawatu ,w glanach ,bez paszportu
kilka włamań nocnych głupstw poświeconych skradzionemu dzieciństwu
ukryte psychozy ,depresje ,bez lekarzy
-uśmiechnij się do kamery
zdjęcia w albumie ze wzrokiem mordercy
i wreszcie próby poznania prawdy
żyletkowej ucieczki
w piekielnej samotności
Zdradzony ,wyklęty
Puste przestrzenie poszukiwania zrozumienia
A jednoczenie klatka uczuć i gra
Zawsze teatr przyjaciele
Urodzony aktor bez zdolności zbudowania świata
Własnego
Tak tak
Ten wiersz jest o niczym
Po prostu
Pisze bo mi się alkohol skończył
Peace@Love@Kawalier
Awatar użytkownika
Lennon
Popijacz
Popijacz
 
Posty: 100
Rejestracja: 29-04-2004, 20:16
Miejscowość: piekło

Re: Poetry

Postprzez [nieaktywny] malk » 26-09-2005, 14:59

Przy okazji

To jest tak że oni się spotkali
Fale dymu nad zdjęciami Krakowa
Ale to on był wyrachowany
Sople tkanych obrusów w liczbie dwóch
Żeby jej przypieprzyć
Kroki na mapie posadzek
Tak psychicznie
Gdzieś w tle drżenie grzechotek
On podlega karze ale nie ona
Cytryna i kiepy w popielniczce
To jest tak wiesz no przy Czarnowiejskiej
Migotanie jestestw na ulicy
Przędzej pójdą na to spotkanie
Pęd kropka com
To nie jest tak że tak naprawdę
Syk bąbelków i chrzęst bibułki
Cię biją
Tryptyk ulotki w poszukiwaniu słów
Będzie w cały Twoim życiu
Spieniężanie pragnienia na blacie
Ja wiem że to jest straszne
Osiem osób to już podobno tłum
Kawę to już piliśmy
Podsłuchane przy okazji

Rozmowa bezcelowa

Palenie zabija wiem o tym
Zdarłem ostrzeżenie z zapalary
Ten klej wygląda jak żółw widzisz
Kawałek papieru to jego główka
Pokłóciłem się z Małą o co poszło
W sumie to o nic
Czasu nie mam może to ona
Nie wiem wali mnie to
Idziesz zapalmy jeszcze jednego
Złapałem ciśnienie a czemu no
Przebiłem się przez czterdzieści dwa listy
To chore jest kupmy szlugi
Psychoza jakaś to się leczy
Jeszcze jakby nie pojechała po Niej
Dalej masz tę fotę w portfelu
Idziesz no pora na nas
To nara nara

Ostatni dzień lata

Ostatni dzień lata był jakiś przeludniony
Gra w tchórza na pędzących ulicach
Klepanie po ramieniu i zaproszenie na wódkę
Przepraszam przepraszam
Że niby jestem kimś
Że niby ktoś to ja
W knajpie cień słońca na trzecim piętrze
Przy każdym stoliku rozmowy o niczym
Drinki nie wchodzą
Ciśnienie w słomce za niskie
Nawet gasnący popiół pulsuje w rytm serca
Powrót do domu sześć linijek wyżej
I film promieni we wstecznym lusterku
A potem pogaduchy przez internet
Bo wszędzie za daleko
Ostatni dzień lata był jakiś przeludniony

napisane dziś po pijaku na knajpianej serwetce w migrena cafe.
[nieaktywny] malk
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1935
Rejestracja: 30-06-2004, 21:03

Re: Poetry

Postprzez [nieaktywny] malk » 27-09-2005, 15:44

Chemia

Jedno duże piwo
Nie nie tym razem
Jestem niepełnoletni umysłowo
A wokół kieliszki finlandii
Oszronione grafitem dziwnego uśmiechu
Miękka paczka po sześć osiem pięć
Żółw z zapalniczki zamienił się w smoka
Główka pochylona z niby-zębami na przedzie
No i czekamy na sygnał przeliczenia
Nigdy nie byłem dobry z matmy
Fajki plus trzy
Jeszcze pięćdziesiąt jedenaście
Nie dziesięć trzydzieści pięć
I znów uśmiech wydobyty z fioletu kolczyków
Reakcja pudru ze wstydem
Wyższa chemia chyba
Taka sama jak nikotyna w płucach

Alter-ego

Black coffee dla wyjętych z klatek Jarmuscha
Nie dogadasz się z nimi
Duch pana Gato podnosi zmiętą folię
Trzask głośnika i bandoneon
Coffee with milk dla ukojeń smutków
Lekkich takich na parę chwil gdy wzrok
Pada na martwe życiem miasto
Orbity szklanki wyłaniają się już z mirażu
Espresso parzone pod wodospady myśli
Cztery kroki na sekundę i brzęk piątaka na ladzie
Ile jeszcze chyba tylko czas szybowania
Wzdłuż świateł nocnych dróg dopóki mosta
Nas nie rozłączy
Vodka-tonic dla takich jak ja
bez komentarza

napisane dziś po pijaku na knajpianej serwetce w carlsberg pub.
[nieaktywny] malk
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1935
Rejestracja: 30-06-2004, 21:03

Re: Poetry

Postprzez toM_ » 27-09-2005, 21:15

zgubiłem się w lesie, takim ciemnym jak na bajkach
usiadłem pod drzewem i czekałem na człowieka
przechodził starzec, chyba grzybów szukał
spytałem jak grzybobranie a on... że szuka uczonych ludzi
postarałem się puścić to mimo uszu
rozwinąłem mapę
"gdzie jest tu jakaś zielona łąka ze słonecznym niebiem?
zielona łąka ze strumykiem srebrzystym?
zielona łąka z owcami pasącymi się?"spytałem
chciałem żeby mi palcem pokazał na mapie
lecz stary człowiek stwierdził tylko krótko
że nie jestem tym kogo szukam i odszedł
pozostało mi czekać pod drzewem
w tym ciemnym bajkowym lesie
czekać na człowieka, lecz gdy znów zobaczę starego
ucieknę w głąb i chcąc nie chcąc zabłądzę jeszcze bardziej
Awatar użytkownika
toM_
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1438
Rejestracja: 03-07-2003, 22:16

Re: Poetry

Postprzez Lennon » 28-09-2005, 19:33

Pożegnanie....
Gdzie Ona jest?
Dlaczego ucieka w druga stronę gdy nadchodzę z butelka pełna wina ...
Milczy . Znowu jestem pijany –mętne oczy, głupie słowa rzucone w zieleń pustej ławki
Stoi tam w tej ładnej sukience z pachnącymi włosami i pięknym uśmiechem na twarzy
Pali papierosa w taki słodki sposób
anielski –choć przecież aniołom nie wypada
cóż ,niestety to już koniec
Muszę się pożegnać wśród liści i powiewu wiatru jesieni
Zacząć od początku poszukiwanie utraconej Viktorii
Pozbyć się zatopionego statku utraconej nadziei
Ale jak pięknie było zobaczyć
jeszcze raz
jak uśmiecha się niewinnie
stanie mojej zmienionej świadomości i niedojrzałej
próby miłości
Peace@Love@Kawalier
Awatar użytkownika
Lennon
Popijacz
Popijacz
 
Posty: 100
Rejestracja: 29-04-2004, 20:16
Miejscowość: piekło

Re: Poetry

Postprzez GRacuch » 14-10-2005, 21:19

Malkavian musze przyznac ze to co piszesz bardzo mi sie podoba....Naprawde fajne wiersze.....
Ja sama tez sie probuje cos skrobac ale to jeszcze nie to moim zdaniem...Wszystko takie smutne, to zapewne dlatego ze wene mam tylko wtedy jak mi smutno..coz nic na to nie poradze...moze jak jeszcze pocwicze to mi sie reka wyrobi.... :)

www.g-racuch.blog.onet.pl
...Sexual Deviance Is Only Good When It Is Hidden Behind The Mask Of Elegance And Style...
Awatar użytkownika
GRacuch
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1138
Rejestracja: 13-10-2005, 16:20
Miejscowość: Krakow

Re: Poetry

Postprzez cebull » 14-10-2005, 22:49

Dawno jakis wiersz naprawde nie poruszyl moich... gustow estetycznych w tak wielu wymiarach. Mowiac kurde prosto : podszedl mi txt : )

Edward Stachura napisał(a):Z nim będziesz szczęśliwsza

Zrozum to, co powiem
Spróbuj to zrozumieć dobrze
Jak życzenia najlepsze, te urodzinowe
Albo noworoczne, jeszcze lepsze może
O północy gdy składane
Drżącym głosem, niekłamane

Z nim będziesz szczęśliwsza
Dużo szczęśliwsza będziesz z nim.
Ja, cóż -
Włóczęga, niespokojny duch,
Ze mną można tylko
Pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko
Jaka epoka, jaki wiek,
Jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień
I jaka godzina
Kończy się,
A jaka zaczyna.

Nie myśl, że nie kocham,
Lub że tylko trochę kocham
Jak cię kocham, nie powiem, no bo nie wypowiem -
Tak ogromnie bardzo, jeszcze więcej może
I dlatego właśnie żegnaj,
Zrozum dobrze, żegnaj, żegnaj

Z nim będziesz szczęśliwsza
Dużo szczęśliwsza będziesz z nim.
Ja, cóż -
Włóczęga, niespokojny duch,
Ze mną można tylko
Pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko
Jaka epoka, jaki wiek,
Jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień
I jaka godzina
Kończy się,
A jaka zaczyna.

Ze mną można tylko
W dali znikać cicho




Ja juz wieki niczego nie pisalem. Sczeniacka wena na szczescie odeszla. Zdazylo mi sie poplenic jedynie ta paroslowna forme pare miesiecy temu, z ktorej w sumie jestem dumny : )


12 VI 05 (bez tytulu)

Idealiści spoglądają
w puste dna butelek
z poczuciem żalu
że to koniec flaszki i ideału.
Awatar użytkownika
cebull
Degustator
Degustator
 
Posty: 40
Rejestracja: 28-05-2005, 10:17
Miejscowość: Nowy Targ City | Krakow

Re: Poetry

Postprzez [nieaktywny] malk » 18-10-2005, 20:52

ulica

przystanek cmentarz n/ż
nie żałować chyba
dywany liście sypane z lawety niknącej ciężarówki
czarno-biały dzień za szybą autobusu
reklamy o niczym trzeszczące w tle
hipokryta zdmuchujące popiół z blokowej ławki i świadomość milczenia
manifest moralnych śmieci
kosmopolita na łańcuchu nigdy nie powie
bądźmy dumni z polski
syrena ambulansu
karawan dla dogorywających, którym kłaniają się
już tylko wierzby
niedługo spadnie czerwony śnieg
i czerwienić się będą gwiazdy świateł stopu
tory kolejowe
uczieczka.
[nieaktywny] malk
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1935
Rejestracja: 30-06-2004, 21:03

Re: Poetry

Postprzez GRacuch » 20-10-2005, 16:42

Ostatnio znalazlam moj pierwszy wiersz jaki kiedys napisalam…Dawno temu…Heh dziwnie jest go teraz czytac…W koncu od czegos trzeba bylo zaczac….A to on:


”Autobus”

Przystanek
Byl waznym miejscem dl anas.
Duzo sie tam dzialo
Poznawalismy sie, rozmawialismy,
prowadzilismy dyskusje
Patrzylismy na siebie, dotykalismy
Przez co okazywalismy sobe swoje uczucia
Szczeniackim zachowaniem pokazales,
Ze cos czujesz do mnie..
Ja zreszta tez…
Tak bylo przez dlogo czas...
Az w koncu juz wiedziales, ze
Obdazylam cie gwiezdnym uczuciem.
Zamilkles, nie pokazywales zupelnie nic.
Nie rozumialam tego, nie wiedzialam, co sie stalo...

Ale pewnego dnia cisza ustala
Pokazales, ze kochasz
Powiedziales, ze bedziesz tesknil.
Twoje oczy mowily mi wszystko,
Nie musiales nic mowic.
Byly tak smutne...
Pamietam, ze przytuliles mnie
Tego nigdy nie zapomne.
Szlismy obok siebie.
Wiedzielismy, ze to juz blisko...
Wsiedlismy do tego starego, skrzypiacego autobusu,
Usiedlismy obok siebie.
Patrzylismy na siebie, wypowiadali ostatnie slowa.
Ten moment sie zblizal.
Chwyciles mnie i przycisnales do siebie, patrzyles, mowiles,
sluchales i nie chciales poscic

Chciales jeszce przez chwile miec mnie blisko siebie...
Wyrwalam sie...
Choc tak naprawde nie chcialam....
Serce me mowilo cos zupelnie innego...
Musialam…
Obydwoje chcielismy tak zostac przy sobie, na wiecznosc.
Wysiadlam z autobusu.
Szczesliwa i zalamana.
Bylam na samym dnie.
Autobus odjechal.
Z Toba.
-Moja miloscia.

A tesknota i lzy przyszly wraz z zniknieciem autobusu
Oraz wspomnieniem Twojego smutnego spojrzenia....
...Sexual Deviance Is Only Good When It Is Hidden Behind The Mask Of Elegance And Style...
Awatar użytkownika
GRacuch
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1138
Rejestracja: 13-10-2005, 16:20
Miejscowość: Krakow

Re: Poetry

Postprzez toM_ » 26-10-2005, 18:06

mama znalazła kilka moich wierszy... w tym jeden o tematyce miłosnej... no tak wstyd to mi już dawno nie było... :oops:
coś ten dzień dzisiaj jest maxymalnie chujowy
normalnie bułgarskie centrum
Awatar użytkownika
toM_
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1438
Rejestracja: 03-07-2003, 22:16

Re: Poetry

Postprzez [nieaktywny] malk » 26-10-2005, 21:15

noc nadzieję pokłada we mnie

noc nadzieję pokłada we mnie
planety inaugurują swe przepaście

aby żyć poza życiem w zieleni
i spotykać się w oczach zapomnianych
ale pewnych że są wilgotne
jak przestrzeń prósząca śniegiem

noc wybrała mnie tylko dla siebie
na ucho mi szepcze sekrety swych wód
zdolni jesteśmy do każdej zbrodni
do najczystrzej dobroci i wielkich wyrzeczeń
[nieaktywny] malk
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1935
Rejestracja: 30-06-2004, 21:03

Re: Poetry

Postprzez GRacuch » 26-10-2005, 21:58

ToMi napisał(a):mama znalazła kilka moich wierszy... w tym jeden o tematyce miłosnej... no tak wstyd to mi już dawno nie było... :oops:
coś ten dzień dzisiaj jest maxymalnie chujowy
normalnie bułgarskie centrum



Moja mama znalazla kiedys moj pamietnik gdzie takze byly moje wiersze...Co jest jeszcze gorsze...Takze wiem jaki to wstyd.... :/
...Sexual Deviance Is Only Good When It Is Hidden Behind The Mask Of Elegance And Style...
Awatar użytkownika
GRacuch
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1138
Rejestracja: 13-10-2005, 16:20
Miejscowość: Krakow

Re: Poetry

Postprzez [nieaktywny] malk » 27-10-2005, 17:58

w końcu jesteś
my (ja
kimś)
rozwiązaniem.
[nieaktywny] malk
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1935
Rejestracja: 30-06-2004, 21:03

Re: Poetry

Postprzez St. Alquerre » 28-10-2005, 14:53

ona
nie
zbawi
świata
zbawi
mnie

tyle tylko
wiemy
o miłości


[/b]
Awatar użytkownika
St. Alquerre
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 449
Rejestracja: 18-07-2005, 16:34
Miejscowość: Kraków

Re: Poetry

Postprzez Vasil » 28-10-2005, 23:41

Czterowierszowy zbiorek Zapiski na pudełku papierosów:

Zapiski na pudełku papierosów

Zapiski na pudełku papierosów
którego niedawna zawartość
kończy teraz istnienie pomiędzy moimi wargami...

Rozdarte pudełko zionie teraz pustką
Niczym serce wyrwane z piersi
Złożone na fałszywym ołtarzu martwego uczucia.

Myśli spisane pod wpływem chwili
Przelane na papier nie tuszem
Lecz wolną myślą sącząc się wprost z umysłu.

Wyzwolenie

Serce odciśnięte na twej dłoni mymi ustami
Uczucie wymykające się spod kontroli
Dryfujące niebezpiecznie w kierunku krawędzi
Czemu stało się to czego tak się bałem
Rzeczywistość porównywalna z bladym światłem
A może poświatą dogasającego kominka
Czy to już nic nie znaczy
Czymże jest więc poświęcenie
Oddanie sprawie nieopisanej w swym nieosiągalnym pięknie
A zarazem tchnącej zimnem i obojętnością

Jak można stać się tak nieczułym
Popaść w neurasteniczne zblazowanie
Nagie myśli oświetlone wątłym światłem ulicznej latarni
Widzę to tak wyraźnie jak nigdy przedtem
Nagle opada wszechobecna mgła
Odsłaniając świat będący dotąd jedynie skąpym konturem
Teraz tak piękny w ciemności rozświetlonej światłem okien

Czyż nocne miasto nie jest piękne
Jak dziecko poznające wszystko po raz pierwszy
Łaknę go teraz z całej duszy
Całą mocą poszarpanego serca rwę się ku niemu
Spragniony piękna mnogości pełnej zarazem ładu
Spragniony ludzkich losów i historii


18.

są rzeczy niedokończone
nie zamknięte sprawy krańcowej wiwisekcji
Coś nie powinno niszczyć resztki namiętności
Którą jeszcze pozorowano...

Sprawy się kończą gdy patrzę na bezgwiezdne niebo
Przyjaciel pachnie cytrusowymi perfumami
A ja niszczę ordynarną białość zaproszenia

Czemu wcześniej nie zostało wypowiedziane...
Życie jest pozorowaniem niosiągalnego...


Jasność

Skończmy grę namiętności
Wszystko się wali
Otucha zamienia się w przerażenie

Wszystko staje się jaśniejsze
Opada martwa powłoka niewczesnego brzasku
Nie żal umierać gdy masz już jasność

Nadpalone zdjęcie
Kończące czas ślepoty
Czas zatracenia
"Te mato perro feo ?me entiendes estúpido? Tu eres un imbecil, te odio"

"Something good, something good... you look like Snoopy, and it makes me laugh..."
Awatar użytkownika
Vasil
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 429
Rejestracja: 29-08-2005, 19:00
Miejscowość: Kraków

Re: Poetry

Postprzez grit » 29-10-2005, 03:21

Ja to wszystko co mi wpadało do czasami pustej głowy pisałem na świstkach papieru, albo na serwetkach w pracy.. To jest jedyne co się ostało dzięki kumplowi i jego skanerowi..
"Ktoś"
Ktoś nie upojony jest emocjami
tego mu zazdroszczę,
bo ja czasami,
swoje myśli w grobie złożę... "
... when there is no more room in hell, the dead will walk the earth ...
Awatar użytkownika
grit
Abstynent
Abstynent
 
Posty: 9
Rejestracja: 28-10-2005, 02:31
Miejscowość: z krainy optymizmu

Re: Poetry

Postprzez GRacuch » 29-10-2005, 17:18

TWOJ UPADEK

Na twarzy masz cyniczny usmiech
Trudno uwierzyc Ci w to,
ze milosc istnieje.
Nie kochasz,
nikt Cie nie kocha.
Zatapiasz smutki w kieliszkach wodki
Sadzisz, ze to Cie pomoze

Wydmuchujesz dym Twego ostatniego papierosa
Zupelnie jakbys z dymem
Chcial wyrzycic caly z siebie bol
Nie tedy droga
Zrozum to wreszcie

Moge Ci ja wskazac
Pod jednym warunkiem
-oddaj mi swoja dusze

(chodz! Przeciez i tak
wszystko jest Ci obojetne…)


JA, JAK KWIAT

Ciemny las, czarna chmura
Przyslania slonce,
Jak Ty kiedyss moje oczy.
Rozprzeszczeniajacy sie ogien
Obiecuje drzewom przestac plonac,
Klamie, tak, jak I Ty to robiles.
Kwiat usycha z braku wody,
Ta woda byles dla mnie Ty.
Tak samo spragniona bylam
Twej milosci, jak ta usychajac roza,
Ktora stoi w wazonie.
Ty obrywales mi platki,
kazdego dnia.
A ja zapomiec tego nie moge.
Usycham wciaz, a platki spadaja,
Tak,jak I moje lzy.


WY I OBIECYWANIE

Obiecywaliscie…
Obiecywaliscie byc przy mnie
I wspierac
Obiecywaliscie zgarniac me smutki
I radosc wywolywac, usmiech na mych ustach
Obiecywaliscie pisac dlugo i czesto
Obiecywaliscie myslec o mnie,
Modlic sie za mnie
Obiecaliscie WSZYSTKO

Mowiliscie to, co uslyszec chcialam
Klamaliscie!!
Teraz milczycie. Tak jest najlepiej.
I tak noz w plecy wbijacie mi
Kazdego dnia, kiedy jestem calkiem sama…
Wiec milczcie dalej, przynajmniej mniej ranicie me serce.
I teraz slowo ”przyjazn” jest mi juz obce!
...Sexual Deviance Is Only Good When It Is Hidden Behind The Mask Of Elegance And Style...
Awatar użytkownika
GRacuch
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1138
Rejestracja: 13-10-2005, 16:20
Miejscowość: Krakow

Re: Poetry

Postprzez Vasil » 02-11-2005, 21:35

1. XI

Jesienna refleksja, przemijające życie
Cud o sile kaganka, gasnący tak szybko
w ulotnej chmurce gryzącego dymu

Rozpacz i łzy, cierpienie niewczesnego przemijania
Ból zaskoczenia, nagłe odejście burzące drobiazgowy plan
Nie było misternych przygotowań, oswajania się z nieuniknionym

Jesienią pamięć odżywa, gdy stanie nad uporządkowanym grobem
zamienia się w podróż życia, bolesne wspomnienia wracają

Noc jest piękna – rozświetlona tysiącami lampek
Dających wyraz najlepszej pamięci

Staczamy się w smutek
Nad grobem gdzie światło już nie płonie
"Te mato perro feo ?me entiendes estúpido? Tu eres un imbecil, te odio"

"Something good, something good... you look like Snoopy, and it makes me laugh..."
Awatar użytkownika
Vasil
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 429
Rejestracja: 29-08-2005, 19:00
Miejscowość: Kraków

Następna

Wróć do Rozmowy

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników

cron
Ogłoszenia Koncerty