przez toM_ » 27-07-2005, 22:10
noc...
co by tu napisać
.
.
.
.
Toma biegł ile sił w nogach. Błąd. Toma biegł tak szybko, że aż sam się dziwił skąd ma w tych nogach tyle siły. "Trzeba było trenować sprint" przemknęło mu przez myśl i zupełnie niezależnie od jego woli, usta wykrzywiły się w uśmiech. Gdy patrzył na ścieżkę miał nieodparte wrażenie, widzi żywego węża - skręcała się, prostowała, a to wszystko przez prędkośc z jaką biegł. "Cholera, nie wierzę że tak szybko biegnę". Zboże jak gdyby chcąc złożyć hołd najszybszemu biegaczowi świata kłaniało się. Toma nie miał czasu, ani chęci by zorientować się, że to przez wiatr. No bo po co? Lepiej być rekordzistą niż szarym posłańcem. Nagle przemocą wdarły się do jego głowy żale, które właściwie nie opuszczały go ani na chwilę. Przysnęły tylko niczym stary człowiek po sytym obiedzie. Zbudziły się by zrzędzić na nowo. "Co za wstyd że musimy tu umrzeć... zniknąć" pomyślał i spojrzał w niebo. Nie powienien tego robić. Nie zauważył kamienia wystającego spod ziemi. Tak się zamartwiał, że nawet nie zauważył kiedy jego twarz ubrudziła się ziemią w wyniku dość bolesnego z nią kontaktu. Usiadł. Lecz po chwili stwierdził, że się zdrzemnie.
Zupełnie jak staruch po obiedzie.