ostatnio wzięło mnie na wspominanie (chyba się starzeję), to i taki topic zakładam, piszcie tu historie o czymś co robiliście pierwszy raz w życiu
skoro założyłem topic to i zacznę
jak byliśmy młodzi(12,13 lat) to była taka nasza kompania, było nas trzech i robiliśmy wiele różnych rzeczy, jednym z naszych "hobby" było palenie... a może raczej podpalanie, hehe
nazbieraliśmy ich bardzo dużo, pamiętam że grubo ponad dwadzieścia, ułożyliśmy z tego stos, coś na rozpałkę i podpaliliśmy. Ognisko robiliśmy nad rzeką uregulowaną (regulacja okazała się zbawoenna jak się później okazało). odsunęliśmy się bo wiedzieliśmy że te puszki mogą jakiegoś syfu narobić, ale to co się stało przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Rozpętało się piekło... dwie puszki pękły i zaczął się ulatniach ten taki gaz czy chuj wie co tam w tym było i się od razy podpalać (coś ala miotacz płomieni), parę innych wybuchło, te dwie pęknięte miało taki zasięg że się schowaliśmy za tę pochyloną betonową regulacją... kiedy kumpel właśnie się chował jedna puszka tak eksplodowała że reszki gorącej pianki przykleiły mu się do pleców a że była z tego takiego "foliowatego matieriału" zaczęła mu się topić, to zdjł od razu i do rzeki z nią... no nic siedzimy sobie za naszą barierą ochronną w miarę bezpieczni ale najgorsze za chwilę miało nadejść...
nagle nad naszymi głowami, sycząć, przeleciała jedna pucha i wylądowała w rzece, po chwili druga i trzecia, a nawet po dwie czy trzy na raz... kurwa, no jak żołnierze w okopach na wojnie. Tamte poprzednie już zdążyły narobić tyle czarnego dymu że na drugm brzeegu zacęli zbierać się ludzie i gapić się. Te latające nad głowami nam puchy tak nas przeraziły że postanowiliśmy uciekać, ale cholera nie było gdzie - przed nami ognisko, za nami rzeka, a po bokach chaszcze. Ale życie było nam miłe więc zdecydowaliśmy wejśc do rzeki i brzegiem przez chaszcze jak najdalej stąd. Udało, się, trzecią wojnę światową zostawiliśmy za sobą, wróciliśmy na osiedle, przestraszeni, mokrzy, ubłoceni ale jakże szczęśliwi
doszliśmy do wniosku że podpalanie to zajebista sprawa i tak oto rozpoczęła się seria wspaniałych podpaleń i wielkich ognisk, skończona ok. półtora roku temu kiedy po likwidacji pomieszczenia sfajczyliśmy wszystko co było w niim łatwopalnego plus to co znaleśliśmy w pobliżu miejsca ułożenia ponad dwumetrowego stosu(wnętrze opuszczonej hali jakiiejś, o mało nie splónęła, dwa wozy strażackie musiały przyjechać
ach... to były czasy... ale sobie chęci narobiłem, jutro idę coś sfajczyć






