Ej przepięknie jest... W Londynie zjawiskowa Annie Lennox, świetnie się trzymający szefu Bob Geldof, kapitalny Coldplay z zaproszonym Richardem Ashcroftem, fajna Dido, zajebisty Elton John, mazgaje z Keane, Madonna jak zawsze z klasą, Paul McCartney na otwarcie z Bono, mocny, fajowy Razorlight, zjawiskowe R.E.M., smęciarski Snow Patrol, Stereophonics z coverem Ace Of Spades Motorhead'ów, jak zawsze świetni U2, rewelacyjnie The Killers...
Filadelfia: niezłe Bon Jovi, rewelacyjny Dave Matthews Band, Destiny's Child - ekhem, fajnie sie dziewczyny ruszają

... Tyle widziałem...
Berlin: przepiękne A-ha, Brian Wilson powracający do lat 60-tych, Die Toten Hosen, najlepszy koncert jak do tej pory Green Day
Rzym: fajne Duran Duran, dobry country'owiec Tim McGraw i miły Zucchero
Paryż: świetny Manu Chao, czekam na Placebo i The Cure, Muse i Shakira rewelacja! nawet Craig David fajnie śpiewał (jeden kawałek leciał z towarzyszeniem zajebistego akustyka - rewelacja!)...
Toronto: smęcący Bryan Adams, zajebiste Deep Purple i boskie Mötley Crüe
Tokio: śliczna Björk, mocni Brits McFly, niezłe Good Charlotte
Purple wymietli...! no po Craigu Davidzie sie nie spodziewałem wiele, ale gościu mnie zadziwił!
inSEKT, trochę nie masz racji, że sam mainstream, bo w przypadku Manu Chao, Bjork, Placebo, Muse, The Cure i Tima McGrawa to się nie zgodzę...
