Do tego jeszcze niesamowite teksty, pełne metafor, historii... No i te nazwiska jakie tworzyły Wodnych Chłopców obok Scotta - Wickham, Thistlewaite, Wallinger, Chambers...
Z dyskografii polecam... WSZYSTKO Właściwie to panowie nie nagrali chyba złej płyty, ich twórczość dzieli się razej na momenty muzyki trudniejszej i wymagającej więcej uwagi i tej lżejszej... no ale udało mi się wybrać te powiedzmy ważniejsze momenty w ich twórczości
The Waterboys [1983] - kopara mi spadła, gdy usłyszałem debiut Waterboysów. Bardzo spontaniczna płyta, matowa w brzmieniu, nie wybrzmiewają jeszcze skrzypce. Dużo brzmienia Vana Morrisona, kilka długich rozbudowanych utworów, dużo romantyzmu w muzyce... przepiękna rzecz
A Pagan Place [1984] - od tamtej płyty Scott i spółka mają swoje brzmienie... Van Morrison, poetycki potężny rock i Spectorowski wall of sound zmutowane przez poetykę Scotta, wyczucie Wallingera. I udało im się uzyskać ten pierwiastek The Waterboys. Zdarzyły im się na tym albumie wpadki, ale genialne momenty po prostu zacierają złe wrażenie...
This Is The Sea [1985] - czysty geniusz. Symfoniczne brzmienie, potężne epickie przebojowe fragmenty (Don't Bang The Drum i mój ukochany The Pan Within), momenty spokojniejsze, krótkie mocne przerywniki... Opus magnum stylu Waterboys
Fisherman's Blues [1988] - kontrowersyjna rzecz. Dla niektórych najlepsza, dla innych jedna z najsłabszych pozycji. W ostatniej chwili całkowicie zmieniona setlista, różne zawirowania. Scott miał wtedy za sobą najsilniejszy skład i według mnie wykorzystał to w pełni. Taa, włączyłem i utonąłem. "light in my head and you in my arms",kolejny cudowny tekst o miłości jaki słyszałem, przepiękna linia melodyczna, a wydawałoby się, że totalnie nieprzebojowa. Potem porażające We will not be lovers, z pędzącymi w tandemie skrzypcami i perkusją. "the words are your weapon, lies are your defence...". Jedna z najpiękniejszych pieśni Wodnych Chłopców ever. Dalej delikatne akustyczne Strange Boat i mocarne World Party. A potem... Sweet Thing, cover Van Morissona z wplecionym w połowie... Blackbird Beatlesów. Geniusz, sposób w jaki to zagrali Waterbojsi... ABSOLUT. Tak samo And a bang on the ear. refren po prostu miażdży. Lubicie totalny szkocki tradycyjny folk? To posłuchajcie When will we be married? Akcent Scotta wymiata. Zakończenie też. CUDO. Pokrój geniuszu emocjonalnego Blackberry Belle Twilightów. Maks, w mojej osobistej skali płyta całkowicie wybitna.
Room To Roam [1990] - najbardziej celtycka płyta Waterboys. Dużo brzmienia z Fisherman's Blues, trochę słabiej to brzmi bo trochę się jakby pogubili w kompozycjach (bardzo dużo krótkich utworów, pełno miniaturek muzycznych, za dużo nierozwiniętych pomysłów), co nie zmienia faktu, że słucha się tego baaardzo przyjemnie
Dream Harder [1993] - oj, bardzo rockowy pazur się pojawił w muzyce Scotta. Grzeją aż miło, mniej tu folku, więcej wymiatania, trzeba się przyzwyczaić i posłuchać wiele razy, ale potem ta płyta naprawdę wciąga.
A Rock In The Weary Land [2000] - 7-letni skok musimy zrobić Scott zebrał nowy skład (m.in. Thighpaulsandra - klawiszowiec Spiritualized), sam zgrał połowę ścieżek jakie trafiły na ten album. Z początku może wkurzać - zabawy mico-synthem i vocoderem, zaproszenie Chemical Brothers... Ale w tym chyba tkwi siła tego albumu. Totalnie odświeżone brzmienie, niesamowity fortepian na podkładzie w najlepszym Is She Concious?, akustyczny Wind In The Wires, epicki tytułowiec... Chce się słuchać nie jeden raz
Too Close To Heaven/Fisherman's Blues Pt.2 [2002] - dopiero w 2002 ukazały się płyty z utworami, które nigdy nie trafiły na Fisherman's Blues. A momentami były lepsze niż genialna płyta jaka powstała. Piękne czyste brzmienie, folkowe barwy. No i ten przepiękny utwór Too Close To Heaven. Piękne.
Universal Hall [2003] - całkowicie akustyczna, zupełnie inna, trudna muzyka. Melodii to można szukać w dwóch utworach a i tak nie jest pewne czy ją się znajdzie
Naprawdę gorąco polecam




