W każdym razie co sądzicie o robercie smithie i spółce?
Ja oceniam następująco:
Three Imaginary Boys - 7.0/10... Początek, ładne utwory, widać, że mamy do czynienia z zespołem z potencjałem.
Boys Don't Cry - 9.0/10... Rewelacja! nowa fala, punk, minimalizm i rewelacyjne teksty.
Seventeen Seconds - 10.0/10.0
Faith - 10.0/10.0
Pornography 10.0/10.0... Te trzy płyty to Misterium. Czarna Trylogia. Czysty Absolut, dekadencja, rezygnacja, nihilizm, totalny rozkład. Genialne. Warunki powstania też dają do myślenia. Szpital psychiatryczny, książki i tomy wierszy zawalające pokoje Smitha. Opisy ze studia RAK, gdzie panowie nagrywali najcięższą Pornography mówiły, że sesje były tylko nocne, wokół walały się butelki po alkoholu, pudełka po lekach, narkotyki (wszystkie rodzaje dostępne na rynku), książki i kartki z tekstami. Całkowite zniszczenie.
Japanese Whispers 8.0/10.0... Wyszli z depresji, konfliktów i nagrali przekapitalną płytę całą w duchu tego kiczu lat 80-tych. Muzycznie cudownie tandetnie, a tekstowo trochę smutno.
The Top 5.5/10.0... Jakoś nie lubię, takie trochę niewiadomo co, pogubili się trochę, chociaż niektóre utwory są nadal bardzo fajne. Najrzadziej słuchana przeze mnie płyta Cure.
Concert: The Cure Live 7.0/10.0... Niezły koncert, utwory z Pornography i Faith razem z tymi z Japońskich Szeptów. Efekt piorunujący gdy po The Walk grają 100 Years.
The Head On The Door 6.0/10.0... Kolejna niespójna płyta. Nie lubię "przebojów" i singli z tego okresu. Ale nie jest źle.
Kiss Me, Kiss Me, Kiss Me 8.5/10.0... Dwupłytowy kolos, straszliwie eklektyczny, wesołość miesza się ze smutkiem, spokój z furią. Utwory-żarty obok przepotężnych hymnowych killerów, kiczowate brzmienie obok gitarowego rozpieprzu. Świetne.
Disintegration 10.0/10.0... Absolut, płyta stawiana za wzór brzmienia końca lat 80-tych. Tekstowy geniusz, niesamowita muzyka i melancholia. Absolut.
Wish 8.5/10.0... Największy sukces (no bo przeboik Friday I'm In Love się zdarzył), ale cała płyta nie jest tak wesoła. Są rewelacyjne grzałki, kilka cudownych smętów z To Wish Impossible Things na czele. Też śliczne.
Paris/Show 7.0/10.0... Dwie koncertówki z okresu trasy Wish, Paris bardziej mroczny, przez co częściej przeze mnie słuchany, Show taki przekrojowy, warto zawiesić ucho.
Wild Mood Swings 6.5/10.0... Krytyka i fani zjebali tę płytę za eklektyzm. No wszystko było, mocne granie, przeboje, smuty, akustycznie, elektrycznie, jazzowo, nowofalowo, bluesowo, jakieś country próbowali, no po prostu pełen serwis i niezłe jaja wyszły z tego momentami. Szkoda, że na tę płytę nie trafiły kolejno dwa świetne b-side'y - utwór Burn ze ścieżki dźwiękowej do 'Kruka' i Dredd Song z 'Sędziego Dredda'.
Bloodflowers 9.5/10.0... Mieli się po tej płycie rozpaść. Przepiękna trasa ze zjawiskowym koncertem w Łodzi. Genialne utwory, najpiękniejszy utwór The Cure czyli The Last Day Of Summer (co nie Lilith?
Join The Dots: B-sides and Rarities 1978-2001 8.0/10.0... Piękny czteropłytowy zbiór z różnymi cudeńkami. Warto, bo i covery świetne (the Cure coverujące Depeche Mode, Jimi Hendrixa czy The Doors) i odrzuty zajebiste (taki Fear Of Ghosts albo The Twilight Garden).
The Cure 7.0/10.0... Ostatnia płyta jakaś taka, trochę nijaka. Po świetnym początku trzeba czekać, bo jakoś bezjajecznie wyszła reszta kawałków, ale to wyczekiwanie nagradzają potężny The Promise i cudowny cichy ukryty Going Nowhere.
uff, tyle. Ci, którzy znają muzę The Cure, zapraszam do gadania. Reszcie polecam.






