the police to jakby inna inszość. mikstura punkowej zadziorności, rytmów reggae, niebywały feel muzyków i pięć przegenialnych płyt - outlandos d'amour, reggatta de blanc, zenyatta mondatta, ghost in the machine i synchronicity. osobiście najbardziej działają na mnie synchornicity (nosz takich świetnych kompozycji na jednym cedeku to w niewielu miejscach można znaleźć) i reggatta de blanc (message in a bottle, mój ukochany utwór police'ów ever).
natomiast stinga uważałem przez długi czas za nudziarza, który na popularności police wypłynął i stał się facetem, który za grubą kasę może nagrywać sobie okołojazzową muzę z dowolnymi muzykami. no dobra do czasu. odgrzebałem kasetówki mojej matki ze starymi płytami stinga i zaczynam zmieniać zdanie. znacie mnie i wiecie, że ja tak zwanych radiowych przebojów nienawidzę. ta prawidłowość się jednak w przypadku the dream of blue turtles nie sprawdza. można słuchać w nieskończoność, ten summoner's tales (kurwa, jaki zestaw tam jest - if i ever loose my faith in you, saint augustine in hell, it's probably me i nawet mnie na tle tych tracków nie denerwuje shape of my heart) podobnie (leci teraz). nothing like the sun jakoś mnie nigdy nie hecowało, pewnie dlatego, że englishman in new york i fragile są zarżnięte przez radio i skutecznie odstraszają mnie od reszty płyty, przyznam szczerze, że średniej reszty (sister moon i lazarus heart nie starcza, żeby chwytało). soul cages uwielbiam za brzmienie i przestrzeń (wild wild sea), ale i nienachalność singli - all this time i mad about you.
mercury falling słabiutko jak na mój gust, bezjajeczne kompozycje, no a potem zaczyna się (niestety) pop. na brand new day cokolwiek wart jest dla mnie after the rain has fallen, ponieważ odsyła prosto do ten summoner's tales. a ostatnia płyta czyli sacred love to jest po prostu żenada i żer na pieniądzach odbiorców muzyki.
w sumie to żadna płyta stinga w całości mi się nie podoba. nie ma albumu bezbłędnego, ale gdybym miał wybierać to blisko ideału jest debiut i ten summoner's tales.
wsio ode mnie. czas na was.






