przez [nieaktywny] malk » 10-05-2006, 17:44
słucham od dwóch dni 'stadium arcadium' bardzo uważnie. no i powiem wam, że chwyta momentami, ale nie po całości. gdyby wykroili z tego jedną płytę słowem bym się nie odezwał (chociaż to też zależy od setlisty). także dla mnie 28 kawałków to zdecydowanie za dużo, szkoda jeszcze że w przewadze są płynno-mydlane downtempo's oparte na podobnej rytmice i zagrywkach (charlie, especially in michigan, desecration smile i wet sand dla przykładu, żeby nie było, że nie popieram argumentów). szkoda bo kilka motywów jest naprawdę fajnych. nad częścią materiału chyba ciąży jeszcze widmo makabry o nazwie 'zephyr song'. flea na basie dalej umie grać jak mało kto, kiedisa bym za to momentami wyłączył. ilość solówek frusciantego przestaje być fajna, zaczyna z upływem płyty najpierw dziwić, potem żenować. no i niestety pojawiły się totalne pomyłki pod postacią if, make you fell better i we believe. w dupie mam, że któryś tam z kolei utwór (chyba wymieniony już especially in michigan o ile pamiętam) 'ubrawia' gitarowo bixler-zavala ze sram volty, jeśli coś jest wsparte słabym motywem i zgrzytającą, nienaturalną progresją to niewiele się z tym zrobi. no ale żeby nie było tak krytycznie bardzo (bo nie jest) to powiem wam, że jest zajebiste synkretyczne dani california, nawiązujące do freaky styley hump de dump, świetne she's only 18, plasujący się w rejonach scar tissue slow cheetah, dwa kolejne oldskulowo funkowy warlocks i najlepsze imho wypieprzające jak za czasów wariactw z lat 80-tych c'mon girl, hardrockujące readymate, bardzo fajnie napędzane kwaczącym basem 21st century, wyrapowane ze świetnym jadącym refrenem storm in a teacup i zakręcone turn it again. i z tych tracków spokojnie wyszłaby płytka śmigająca w okolicach 8-8.5. a tak to widzę kolejno jupiter 6.7 i mars 4.9.
Ostatnio edytowany przez
[nieaktywny] malk, 11-05-2006, 13:03, edytowano w sumie 1 raz