ufko napisał(a):czyli w sumie dochodzimy do konstatacji, że zmiana gustu jest "wyrastaniem". kwestia nazwy zatem.
lol. a gdybyś powiedział komuś, że słuchasz sonic youth i usłyszał "ja z tego już wyrosłem, teraz słucham britney. ty jeszcze do tego nie dorosłeś" to wcale byś się nie oburzył, prawda? w sumie nie wiem, może tobie by to nie przeszkadzało. więc: jeżeli ktoś przerzuca się ze słodkiego cukrowego jpopiku na rock to wyrasta z jpopu i dorasta do rocka. druga osoba porzuca rock na rzecz jpopiku, więc wyrasta z rocka i dorasta do jpopiku. w takim wypadku co to jest "muzyka, z której się wyrasta"?

a zadałaś sobie trud, by przeczytać tytuł tematu?
Kto tu mówi, że pop to muzyka z której się wyrasta, a np. jazz to muzyka do której trzeba dorosnąć? Przecież z założenia ten topic jest jak cholera indywidualny, i obiektywnie odpowiedziec się nie da.
W ogóle, nie kapuję skąd takie wielkie oburzenie. Przecież to jest normalne, że człowiek dojrzewając zmienia gust muzyczny, zaczyna dostrzegać inne ważniejsze dla niego elementy w muzyce. I to jest tak samo jak z zabawkami. Jak byłem niemowlęciem cieszyłem się pewnie z pluszaka, gdy byłem w podstawówce, ubóstwiałem klocki lego, a później przerzuciłem się na komputer. Normalne, oczekiwałem od rozrywki coraz więcej. Co więcej, teraz z pewnością tłuczenie głową pluszaka i podłogę z pewnością nie byłoby dla mnie rozrywką.
Jako dzicko oglądałem Tęczowy Music Box, teraz raczej bym tego nie zdzierżył. Lubiłem Smerfne Hity, a dziś to dla mnie niesłuchalne, acz sentymentalne. Skoro z fascynacji muzyki dzieciństwa można wyrosnąć, to dlaczego nie można wyrosnąć z muzyki okresu podstawówkego, gimnazjalnego, licealnego i tak dalej.
Powtarzam, z muzyki wyrasta się tak samo jak z koszulki. Jak się wyrośnie z koszulki, to znaczy że trzeba ja wyrzucić? Nie, mam parę ciuchów w domu, których nigdy nie pozwolę wyrzucić, a na ulicy raczej bym się w nich nie pokazał.
IM nigdy już chyba na poważnie słuchać nie będę. Ale sentyment do niektórych momentów już chyba na zawsze pozostanie.