* Alanis Morissette - za szczerość i energię na koncertach i za to fajnie wkurzające zaciąganie głosem
* Beth Gibbons - za klimat filmów o Bondzie z płyt Portishead ( ale ten głosik to mogłaby poprawić)
* Elizabeth Fraser - za udowodnienie mi, że równowaga formy i treści w muzyce nie zawsze musi być zachowana.
* Janis Joplin - jeśli ktoś nie wie za co - to niech się zastanowi, co tak naprawdę wie...
* Kate Bush - jeśli ktoś mi jednoznacznie określi granice rocka, to mu wyjaśnię ten wybór
* Lisa Gerard - to co wyżej
* Marianne Faithfull - za głos, jak słowik o poranku
* Mira Kubasińska - bo Polakiem jestem i patriotą(w głębi duszy), a Doda jest zbyt wielką gwiazdą na taką skromną listę...
* Patti Smith - chwytające za serce kompozycje i przełamanie pewnych stereotypów w śpiewaniu
* Polly Jean Harvey - za mały wzrost, małe piersi i wielki głos, za 5 rewelacyjnych płyt(solowych), i pokazanie klasy na płycie Cave'a (Kylie przy niej to nędza)
* Sheryl Crow - za to, że nie pokazała piersi na Woodstock
* Sinead O' Connor - za cudny głos i uratowanie nim ostatniej płyty Massive Attack (na pewno nie za fanatyzm religijny)
* Yoko Ono - wielkich dokonań artystycznych to może i nie miała, ale narobiła dymu w The Beatles, a Lennon dzięki niej fajne piosenki nagrywał
... i to koniec mojej szczęśliwej trzynastki
Wiem, że są jeszcze takie panie jak: Bjork, Laurie Anderson, Suzie Quatro, Ella Fizgerald, Joni Mitchell, Cerys Matthews, Anneke van Giersbergen, ale z takich czy innych względów nie pasowały mi do tego zestawienia...Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana...Niekonstruktywna krytyka (np. bo to głupia cipa, bo to sterta gówna itp.) niemile widziana;D







