przez [nieaktywny] malk » 17-07-2005, 12:26
uwielbiam Iggy'ego zarówno w The Stooges jak i solo, chociaż uważam że miał w swojej karierze w pojedynkę kilka falstartów.
No więc, ze Stooges nie nagrał słabszej płyty, wszystkie genialne. Bogowie punk-rocka po prostu: 1969 self-titled, 1970 Fun House i 1973 Raw Power... takiego brudu i gitarowej jazdy szukać tylko na płytach The Velvet Underground.
A solo? Zaczął od rewelacyjnych Lust For Life i The Idiot, a w latach 80-tych strasznie się pogubił i takimi żabimi skokami trwa sobie do dziś... lepsza płyta, gorsza, dramat, wychodzi na prostą, nagrywa gówno, itd itd itd...