Zagranicznego hip-hopu nie znam. kojarze mniej wiecej tylko to, co sie dzieje w polsce, poniewaz znajomi sluchali, to i sam po pewnym czasie sie wkrecilem

. podobnie jak spora czesc forum, bardzo lubie "Ksiege Tajemnicza". Sluchajac tego, ciarki po plecach przechodza, autentycznie. Co do "63 minut" i "3:44" - takze w porzadku, wlasciwie od "Konfrontacji" zaczalem sie szerzej muzyka interesowac.
Co do innych polskich produkcji/squadow - najbardziej zarabistym hip-hopowcem obecnie jest dla mnie Tede. Plyta "Notes", mimo, ze zawiera pare gniotow typu Mercbezel, Sukcez, posiada naprawde rozwalajace kawalki i teksty, czestokroc cytowane ("Masz mnie za durnia / nie jestem duren"

, "Jeden woli skromnie drugi przepych / temu drugiemu jest do mnie blizej niestety", "Jestem Nikodem prosto z piekla rodem / wiesz ze wiode zycie grzeszne", "Mogles jest w hotelu Bistro / jesz w bistro"), poza tym naprawde lubie kolesia i procz typowo "baunsujacych" kawalkow udowadnia tez, ze potrafi przekazac cos w swojej muzyce ("Robie rap") i ukazuje swoja filozofie bez zbednych moralizatorskich wstawek. No wydal pare gniotow typu "Bezele kochanie", ale poza tym skill- teksty, lekcewazacy stosunek do potencjalnych odbiorcow i humor zostawiaja wiekszosc polskich raperow daleko w tyle. "Notes" to chyba moj ulubiony album polskiego hip-hopu.
Paktofonika- znam tylko Kinematografie. I nie podzielam zachwytow. Owszem, sa rewelacyjne "Priorytety", znakomite "Ja to ja" czy "Chwile ulotne".. ale jako calosc do mnie nie trafia. Moze po prostu za dluga i przez to troche nuzaca mnie plyta ?
Abradab - "Czerwony Album" mi sie nawet podobal. Pasuja mi "klubowe" podklady, no i kolo ma niezly flow, niektore jego porownania po prostu momentalnie wywoluja rogala na gebie i u mnie podziw dla jego mozliwosci zonglowania slowem. No i ostatni kawalek, wraz z bratem Joka no i Feel-x'em, rowniez bardzo mi sie podoba.
Fisz - pewnego razu pozyczylem "Polepione dzwieki" od kumpla, bardzo dobra plyta.
Ostatnim razem wlaczylem sobie Liroya i az mi sie lezka zakrecila w oku. Kiedys na wycieczkach szkolnych wszyscy znali tekst "Imprezy", "Autobiografii", a dyskoteki w podstawowce byly spod znaku "Scoobiedooya" i "Jebanych kangurow". Stare czasy, wartosc sentymentalna u mnie Liroy ma
Afro Kolektyw - obczailem tylko to, co maja na strefie i na ich stronie i bardzo pozytywne wrazenia, mimo, ze ich lider sepleni, calkiem niezle wychodzi im mieszanie hh z jazzem. Szczegolnie kawalek "Czytaj z ruchu moich ust" - fantastyczna linia basu, albo kawalek o ich retrospekcjach z dziecinstwa z swietnym saksofonem, badz "Impreza jest" - genialne zastosowanie dialogu w tekscie. Inne rzeczy juz troche mniej chwycily, ale bardzo w porzadku.
Czasem dla smiechu lubie sobie obejrzec teledysk pewnej warszawskiej grupy
http://hip-hop.pl/video/projector.php?id=1066327388, check this!. Klasyczna chujnia z epickim rozmachem, ale po pewnym czasie chwycilo. Nie wiem, taki porcys by nazwal to goodshitem. Sa tak kiepscy, ze az zajebisci
Inne rzeczy - hmm, np. taki Mezo ma calkiem niezly skill, ale spiewa o rzeczach niezbyt pasujacych do gatunku, poza tym muzycznie jest kiepski. 18 L, Verba - to po prostu mizerny pop. Łona, Pezet, O.S.T.R. jakos nigdy mi nie podchodzili, poza pojedynczymi kawalkami. Sidney Polak - oprocz kiepskich singlowych kawalkow jest tam takie bardzo ciekawe troche reggae'owe "Radio Warszawa". Ale nie wszystko mysle w tym gatunku w Polsce zostalo powiedziane, jeszcze polski hh czeka na swoj kamien filozoficzny. No, nawet sie rozpisalem niezle. Aha, i nie przeszkadza mi absolutnie sluchac Tedego obok Tangerine Dream, My Bloody Valentine czy The Stooges.
