godspeed you! black emperor (+ scena montrealska)

Każdy inny rodzaj muzyki nie pasujący do kategorii wyżej

godspeed you! black emperor (+ scena montrealska)

Postprzez [nieaktywny] malk » 12-05-2006, 21:58

the car is on fire
and there's no driver at the wheel


transgresja: etym. - łac. transgressio 'przejście' od transgredi 'przekraczać'

jedni mówią o tym 'sięgnąć nieba', inni 'doznać katharsis'. jedno jest pewne. godspeed you! black emperor przkroczyli pojmowanie muzyki w ogóle. stworzyli dzieło synkretyczne, przepełnione duchem ameryki. gapię się na księżyc. pełnia była wczoraj. człowiek patrzy w ciemne niebo i czas płynąć zaczyna innym tempem, razem ze sprężynującymi progresjami, delikatnymi talerzowymi zagrywkami, pasażami smyków, czterema minutami ciszy, kołysankowymi cymbałkami, narastającym napięciem gitarowego jazgotu, akcentami dęciaków, melodią graną na kobzie nakładającą się na słowa kaznodziei.

and the flags were all dead
at the top of their poles


Wyciągnąłem z kieszeni pomięte zdjęcie, światło zapalniczki rozświetliło na chwilę mrok. Polaroidowa dziewczyna miała krótkie, tlenione włosy, stała z założonymi rękami z zawadiacko przekrzywioną głową. W głowie grała mi jakaś smutna piosenka południa rozpisana na skrzypce i banjo. nieprawdopodobna płyta. nie, co ja mówię - przeżycie, doznanie.

the skyline was beautiful on fire

pojawiają się głosy. pojawia się pociąg. skrzypce, gitary, perkusja, dzwonki, kilka instrumentów dętych, elektryczne klawisze, śrubokręty (bo tylko na tym się gra w kanadzie), bas, wzmacniacze, 8 osób z montrealu i zwykłe-niezwykłe studio.

i said 'kiss me, you're beautiful'

f#a#oo. (infinity). absolut.

i open up my wallet
and it's full of blood.


powiem wam, że ciężko mi mówić o (infinity). bo to moja płyta życia. tak jak likipiki wyznaje 'horses in the sky', ja uważam 'f#a#oo' za wytwór mający w sobie pierwiastek boskości. a najśmieszniejsze jest to, że cząstkę geniuszu udało im się przelać na inne swoje nagrania. nieważne, że dwupłytowy 'lift your skinny fists like antennas to heaven' jest "tylko" płytą genialną (więcej się dzieje, ale mnie trochę nuży), że 'yanqui u.x.o' to stylistyczna wolta, że slow riot new zero kanada to tylko pół godziny muzyki - te płyty niosą w sobie coś tak niesamowitego, nieopisywalnego.

tak samo jest z a silver mt. zion. te same osoby (cała scena montrealska skupia około 30 osób związanych z najróżniejszymi projektami), nieco inna poetyka. ale też niesamowite rzeczy. niezapomniane komunikaty radiowe i fortepianowy nokturn otwierający płytę o najdłuższym tytule ever (he has left us alone but shafts of light sometimes grace the corners of our rooms), całkowicie masakrujący motyw lekcji baletu (prowadzonej przez... polkę) i niesamowity motyw gitary na this is our punk-rock, czy totalnie psychodeliczna forma protestu przeciwko bushowi zamknięta w klezmersko-skrzypcowo-oniryczno-chorej oprawie na 'horses in the sky'.

kurwa, ileż tam się w tym montrealu dzieje. chcecie reminiscencji pink floyd przepuszczonych przez kanadyjskie postrzeganie melodii, dostajecie muzykę kolektywu hrsta, psychodeliczne brzmienia nu-age'u i odnajdywanie melodii w szumie wody proponuje shalabi effect, schizofreniczne, zimne pejzaże serwuje set fire to flames, atomowo mocne, cieplejsze brzmienie zapewnia fly pan am, esmerine lokuje się gdzieś na wysokości smyczkowych impresji (z jedynym wyjątkiem opisanym przeze mnie w podsumowaniu płyt 2005 roku). starsi słuchacze pamiętają jeszcze labradford. na uboczu działa sklecony przez ludzi z arcade fire bell orchestre. a w toronto gra do make say think, powiązany bardzo muzycznie z ekipą z zachodu.

are you ready for what's coming?

ready as i'll ever be.
[nieaktywny] malk
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1935
Rejestracja: 30-06-2004, 21:03

Re: godspeed you! black emperor (+ scena montrealska)

Postprzez lin » 13-05-2006, 07:49

ja na pewno takiego posta nie napiszę ale..

infinity:
geniusz. dla mnie też totalny absolut i tej płyty mogę słuchać wiecznie.
the sun has fallen down
and the billboards are all leering
and the flags are all dead at the top of their poles


dead flag blues: intro już mnie powala. ale chyba nie ma sensu w moim przypadku rozwodzić się nad tą płytą bo to tylko staranie się żeby opisać coś co jest przejawem geniuszu.
mnie także trochę nuży "lift your skinny fists like antennas to heaven", ale bardzo lubię jeden utwór - "storm". "slow riot.." często raczej nie gości w moim odtwarzaczu. co nie znaczy że twierdzę iż jest kiepskie, bo wręcz przeciwnie. "yanqui u.x.o" zaś gości równie często co "infinity". i tu "motherfucker=reedemer" jest moim favem. ale jednak nie chcę dzielić płyt na ulubione fragmenty bo utwory tworzą całość, której imho nie da się słuchać osobno.

jeśli chodzi o silver mt. zion to kiedyś myślałam że "horses in the sky" to jest najlepsza płyta. jednak przesłuchując "he left us alone.." szybko zmieniłam zdanie. i tak właśnie debiut jest moim ulubionym. oczywiście obok stoi "this is our punk-rock" i wspomniane "horses..". jednak przypominam sobie o "born into trouble as the sparks fly upward" i słyszę utwór III i IV czyli "built then burned" i "take these hands and throw them to the river".. i znowu wiem że sprawa ma się tutaj tak jak przy ocenie gy!be. nie jestem w stanie wybrać jednej płyty która jest naj. wszystkie tworzą dla mnie coś nieopisywalnego.

mówiąc o esmerine to większość osób jednak wspomina o "aurora". ja jednak definitywnie wracam do "if only a sweet surrender to the nights to come be true". ta wiolonczela aaa nawet cymbałki. kocham słuchać na 'uspokojenie', wieczorem.

shalabi effect jest mi znane tylko z "the trail of st.orange", bo s/t nie wiem gdzie się podziało. set fire to flames to "signs reign rebuilder" tylko. a fly pan am uwielbiam, bo sftf i se rzadko słucham. "n'ecoutez pas". zresztą, cala dyskografia jest mi znana dość dobrze.

"stem stem in electro" hrsta. mm.
zapomniałeś chyba o molasses. już nie pamiętam co swego czasu mówiłeś. takie imo folkowe trochu. posiadam tylko "a slow messe", tą dwupłytówkę bodaj.

no i muszę wspomnieć o black ox orkestar. (nie, likipiki?) "ver tantz?" i "nisht azoy?" nowe. takie folkowo-jewish granie. odpowiada mi baaardzo, a poznałam zupełnie niechcący mimo że nazwa obiła mi się o uszy wcześniej. no zresztą połowa boo to mt. zion'y.
lin
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1267
Rejestracja: 29-06-2005, 06:52

Re: godspeed you! black emperor (+ scena montrealska)

Postprzez likipiki » 13-05-2006, 16:27

pierwsze zetknięcie się z czymkolwiek z montrealu to 'yanqui u.x.o'. paimętam moje zdziwienie, gdy zauważyłem, że 75 muzyki to 3 utwory. w końcu nie łatwo jest prezbrnąć przez 31 minutowego giganta. bardzo szybko się jednak przekonałem, że to nie o długość muzyki tu chodzi. podczas odsłuchu miałem wrażenie, że czas przestaje istnieć. pierwsza moja muzyczna podróż do motrealu i już wrażenie.. niedowierzania, szoku, zaintrygowania.
wlaśnie słucham tej płyty, za oknem wieje bardzo silny wiatr, drzewa niemal kładą się na ulicę, tony kurzu w powietrzu, rockets fall on rocket falls.

później kolej przyszła na nieskończoność, bezkres, płytę życia. tu nie chodzi o czas, ani o muzykę. f#a#oo to coś co się czuję, kolejny zmysł. widzisz dźwięki, słyszysz obrazy. przejście? przekroczenie? z pewnością. ale też znacznie znacznie więcej.
nie jestem w stanie o tym pisać. nie.

dużo więcej w moich głośnikach słychać a silver mt. zion. zachwycają, zabijają, wypalają. poczynając od genialnego nokturnowego wstępu z 'broken chords...' przyprawionego komunikatami radiowymi, przez rozpaczliwe wejście słów on silver mount zion all buried in ruins..., aż do chyba największego utworu z 'he has left us..' - 'blown-out joy...'. dlaczego największego? odp jest prosta - pianino + smyki + don't tell me that....

przejdźmy od razu, do 'this is our punk rock'. bo tu się dzieje bardzo wiele. po niezapominalnym odliczaniu uderza nas ściana dźwięku. to chór. później jego rolę przejmują już minstrumenty. cudowna konfrontacja. absolutnie genialne zakończenie 'babylon was built on fire/starsnostars'. tego trójgłosu się po prostu nie zapomina.
citizens in their homes
++
the brightest night i ever saw
++
this highway needs rain across..
co mamy później? do końca plyty na przemiennie melancholijna ściana dźwięku będzie się już mieszać z bardowskim buntem. czasem usłyszymy pociag.

heh... teraz dobrze wiadomo na co przyszła pora. 'horses in the sky'. co czyni, że ten album jawi się w moich oczach jako najgenialniejszy z montrealu? brud. bo taka dawka brudu w muzyce, nie pojawiła się od czasów 'never mind bollocks...' pistolsów. fatlizm. wiejski, beznadziejny, rynsztokowy. stłumiony bunt starego rewolucjonisty. folkowe wariacje w 'godbless our dead marines'. they put angels in the electric chair... chóralny lament przeplatany ze ścianą dźwięku w 'mountains made of steam'. tell me or kick me or hold me or please believe.. bardowskie piękno, subtelny sprzeciw, genialna prostota w 'horses in the sky'. and all i true love is the light in my sister's darling eyes. niesamowita dawka buntu u nihilizmu w 'teddy roosvelt's guns'. kanada oo kanada, i ain't ever been your son... odgłosy ogniska, cudowny chóralny dwugłos w 'hang on to each other'. we all got born so afraid and still search for words to describe that pain... absolutny geniusz instrumentalny, geniusz zbudowanej kompozycji w 'ring them bells'. freedom has come and gone....
lubie klaskać. uwielbiam klaskać do muzyki. a co może być wspanialsze od klaskania do beznadziejnego fatalizmu próbującego zdobyć się na ostatni buntowniczy odruch? nic.

gdy się kiedyś zastanawiałem dlaczego stawiam 'horses in the sky' nad niemniej genialne 'f#a#oo', doszedłem do wniosku że bardzo trudno sprowadzić je do wspólnego mianownika. 'f#a#oo' jest dla mnie jakieś nieuchwytne. lata gdzieś wysoko nade mną. podążam za nią. próbuję ją sięgnąć, ale jest zbyt potężna i zbyt wielka bym mógł ją objąć. z 'horses in the sky' jest zupełnie inaczej. bo przerażają swoją bezpośredniością. dobijają intymnym fatalizmem. nie narzucają monumentalności, raczej tworzą coś jakby podejście indywidualne do każdego z odbiorców.

a co z resztą montrealu? no właśnie. jeśli mówimy o scenie z tamtego miasta, zawsze jest mowa: gy!be, a silver mt. zion i cała reszta.
jak to jest z tą całą resztą? nie słyszałem dużo z niej. zachwycam się nad 'if only a sweet surrender to the nights to come be true' esmerine. chylę czoło przed najnowszą propozycją black ox orkestar (ver tanzt mi nie podeszło niestety, lin ;)). zawstydziło mnie fly pan am. no i wiadomo hrsta.

skończę już tą chatoyczną wypowiedź, która przesiąknięta jest bezsensem. właśnie wiatr urwał konar z drzewa po drugiej stronie ulicy, jakieś dzieci usiłują grać w piłkę lecz z miernym skutkiem, motherfucker=redeemer.
penis
czyli łamiemy granice dobrego smaku :)
Awatar użytkownika
likipiki
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 469
Rejestracja: 14-05-2005, 02:06
Miejscowość: K-Pax (racibórz city)

Re: godspeed you! black emperor (+ scena montrealska)

Postprzez lin » 13-05-2006, 17:00

likipiki napisał(a):pierwsze zetknięcie się z czymkolwiek z montrealu to 'yanqui u.x.o'. paimętam moje zdziwienie, gdy zauważyłem, że 75 muzyki to 3 utwory.


przypomniało mi się że pierwszym montreal-based utworem jaki usłyszałam było "storm", jakoś w 2002/2003. potem poleciało "infinity".
lin
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1267
Rejestracja: 29-06-2005, 06:52

Re: godspeed you! black emperor (+ scena montrealska)

Postprzez toM_ » 14-05-2006, 09:09

ja tam nie znam koligacji personalnych wśród zespołów sceny kanadyjskiej, zresztą nigdy się specjalnie tym nie interesowałem
Jednak muzyka jest po prostu diabelnie nieziemska. f#a#oo to płyta po prostu masakrująca słuchjacza swym klimatem. kidy się skończy nie mam ochoty słuchać nic innego. Muzyka f#a#oo wypełniła mnie całkowicie i na najbliższe klika godzin nie ma we mnie miejsca na cokolwiek.
Można powiedzieć że to dźwięki na pięć minut przed armagedonem
Lift yr... jest wpaniałe ale nie tak dobre jak poprzedniczka.Zgodzę się że czasami po prostu ma się ochotę przewinać trochę dalej bo rzeczywiście miejscami wieje nudą, jednak jako całość robi co najmniej bardzo dobre wrażenie.
Natomiast Slow Riot to taki mały bożek, niewiele ustępuje f#a#oo, normalnie idzie przy tym odlecieć... gdzie? sam nie wiem, do miejsca które nigdy nigdzie nie istniało, nawet w myślach. Płyta przewspaniała.
yanqui u.x.o nie dane mi było jak na razie usłyszeć.

Do Make Say Think... coś pięknego. W ogóle tego typu muzyki mogę słuchać i słuchać. Zabiera w takie piękne podróże, zostawia niezatarte nigdy wrażenia. To samo Belle Orchestre, fly pan am... właściwie nie wiem jak mam pisać o tych kapelach żeby się nie powtarzać... bo prawie same superlatywy lecą.
Awatar użytkownika
toM_
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1438
Rejestracja: 03-07-2003, 22:16

Re: godspeed you! black emperor (+ scena montrealska)

Postprzez likipiki » 14-05-2006, 11:50

Courdelion napisał(a):yanqui u.x.o nie dane mi było jak na razie usłyszeć.


jeśli lubisz explosions in the sky, to pokochasz motherfucker=redeemer. resztę albumu chyba też. malkav yanqui nazwał kiedyś łabędzim spiewem. nie zgadzam się. racja, że pozbawione jest tej aury niesamowitości jak jej poprzedniczki, ale muzyka i tak robi kolosalne wrażenie. ja bym polecał, ale to może dlatego, że to moje pierwsze zetknięcie z montrealem..
penis
czyli łamiemy granice dobrego smaku :)
Awatar użytkownika
likipiki
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 469
Rejestracja: 14-05-2005, 02:06
Miejscowość: K-Pax (racibórz city)

Re: godspeed you! black emperor (+ scena montrealska)

Postprzez [nieaktywny] malk » 14-05-2006, 12:07

likipiki napisał(a):malkav yanqui nazwał kiedyś łabędzim spiewem. nie zgadzam się. racja, że pozbawione jest tej aury niesamowitości jak jej poprzedniczki, ale muzyka i tak robi kolosalne wrażenie.


bo to jest łabędzi śpiew gy!be'a. na nową płytę możemy sobie czekać w nieskończoność.

na yanqui czuje się rozciągliwość tej muzyki. poprzednie płyty przetaczały się jak walec miażdżąc i niszcząc wszystko wokół. yanqui przypomina mi gumowy klocek, który odkształca się, ale nie można go tak łatwo zniszczyć. na pewno jest bardzo furiacko, czego dowodem jest świetny motherfucker=redeemer i wyznaczane przez drżenie strun napięcie w tej muzyce jeszcze wzrosło. wszystko fajnie, ale produkcyjnie nie uświadczam selektywności. nawet na słuchawkach, że nie wspomnę o koncertowych kolumnach technicsa. także godspeed i krzyż na drogę steve'owi albiniemu (no, on to produkował). na lift yr skinny fists słyszało się wyraźnie dubel sekcji, każdy dźwięk ksylofonów czy czego oni tam używają, każde (nie wiem czy zamierzone) potknięcie skrzypiec. na yanqui jest galaretkowa masa.
[nieaktywny] malk
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 1935
Rejestracja: 30-06-2004, 21:03

Re: godspeed you! black emperor (+ scena montrealska)

Postprzez St. Alquerre » 15-05-2006, 12:07

Ranking mój:

1. GY!BE - Lift Your Skinny Fists Like Antennas to Heaven

jak dla mnie najlepsza płyta GY!BE, tutaj nie mam najmniejszych wątpliwości. Rozbudowana stylistycznie, pięknie zaaranżowana, wspaniale brzmiąca, słuchana przeze mnie zawsze w całości, bez chwili oddechu.

2. GY!BE - F#A#oo (Infinity)

dlaczego miejsce drugie? bo chociaż klimatycznie ta płyta jest o niebo lepsza to jednak Lift... jest bardziej wyrafinowane muzycznie, poza tym jest to jedyna tak długa płyta, która mnie nie nuży. ale f#a#oo jest tuż za nią.

3. A Silver Mt Zion - Born Into Trouble As The Sparks Fly Upward

to z kolei moja ulubiona płyta z Syjonu. znowu można zapytać dlaczego ta, a nie He has left us...? Bo He has left us.. jest jedynie smutne i piękne, a na Born wraz z miejscem czwartym są dużo mniej jednoznaczne.

4. A Silver Mt Zion - This is Our Punkrock

jw.

I to są te 4 podstawowe płyty, które zawsze będę stawiał najwyżej. Co nie zmienia faktu że He Has Left Us... czy np. Yanqui są mniej godne polecenia.

I jeszcze słówko o pozostałych projektach. Nie akceptuję wszystkiego co wywodzi się z Montrealu - np. Esmerine do dzisiaj jakoś nie bardzo mi wchodzi, Fly Pan Am słucham niezmiernie rzadko, Hrsta robi wrażenie, ale nie jest to muzyka do której chce się wracać, Molasses... tylko na wybrane dni w wybranej porze roku.

Ale nawet te mniej pochlebne słowa nie zmieniają faktu, że jeśli o post-rockowe rzeczy chodzi to nikt nie gra tak jak ci Montrealczycy. Żaden Mogwai, żaden Sigur Rós, no może jedynie Explosions in the Sky i Red Sparowes mogą ruszać w bój :]
ashamed to live in a land where justice is a game
Bob Dylan
Awatar użytkownika
St. Alquerre
Alkoholik
Alkoholik
 
Posty: 449
Rejestracja: 18-07-2005, 16:34
Miejscowość: Kraków

Re: godspeed you! black emperor (+ scena montrealska)

Postprzez Kokon » 25-05-2006, 12:28

Witam wszystkich, jestem tu całkiem świeży, trafiłem tu wpisując nazwę grupy z tematu wątku. Nie zauważyłem, żeby ktoś wspomniał, a moim zdaniem warto odwiedzić stronę http://www.archive.org/audio/etreelisting-browse.php, gdyż czeka tam między innymi świetny koncert GY!BE(doskonała wersja The Dead Flag Blues): http://www.archive.org/details/gybe1998-12-17.flac16 a także ASMZ: http://www.archive.org/details/asmz2001-01-07.flac
Pzdr,
Błażej
Kokon
Abstynent
Abstynent
 
Posty: 1
Rejestracja: 25-05-2006, 12:18


Wróć do Reszta muzycznego świata

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników

cron
Ogłoszenia Koncerty