kolektyw, który imho bardzo przyjemnie sprawdza się na posiadówach, mikstura house'u, popu, elektro, niezalu (

). zaczynali od miłęgodla ucha reverence, który nawet dla ortodoksyjnego fana gitarowej muzy był frapujący ze względu na znajdującą się tam pod szóstką insomnią, tytułowym otwieraczem czy downtempo'wą balladką don't leave. sunday 8 p.m. za bardzo nie pamiętam, z bardziej znanych kawałków, tam był tylko god is a dj, ale w sumie to taki zbyt oczywisty utwór i słaba płyta. outrospective był zabawny, żenujący one step too far i we come 1 przelatujący bez żadnych emocji. tam największe wrażenie robił muhammad ali. no ale wreszcie nadeszły dobre czasy i pojawiło się całkiem niedawno no roots. frapujące intro, niesamowity tekstowo, oparty na rewelacyjnej minimal teksturze mass destruction (na cedeku jako bonus jest też wersja singlowa ta podkolorowana dęciakami, w sumie taka średnia), dwie części prującego house'u i want more, wychill'owane fragmenty pastoral czy sweep, bardzo przyjemny tytułowy no roots z fajoskim riffem akustyka, bombowym podkładem i pierwszy raz nie wkurwiającym śpiewem dido w refrenach. no i oczywiście miss you less, see you more ze słynną formułą 1 i 'hm!' na wysokości 1:50, które robi anka

ci, którzy ze mną knajpują to wiedzą o co biega
so, ktoś zna, lubi, nie znosi?