Moim zdaniem "Necroticism". Niesamowite połączenie brutalności, techniki i melodii. Brutalność - tak jest tu jej bardzo dużo. Nie bez kozery CARCASS był zaliczany do grona najbrutalniejszych zespołów pierwszej falii death metalu. Z grindcorowych muzycznych korzeni formacji właściwie już nic na tej płycie nie zostało, ale i tak nazwa tej gry to brutalny death metal. Technika - muzyką na tej płycie na pewno może zachwycić się niejeden muzyk. Utwory są wielowątkowe i skomplikowane. Posłuchanie ich jeden raz na pewno nie wystarczy na ogarnięcie tego wszystkiego co tu się wyprawia. Panowie podeszli bardzo ambitnie do komponowania tej płyty i musieli się sporo przy tym wszystkim nakombinować. Tu jednak ciekawostka - pomimo dużego natężenia brutalności i skomplikowania muzyki, tej płyty da się słuchać i co najwazniejsze - CHCE SIĘ SŁUCHAĆ. To odróżnia CARCASS od grona działających później mega brutalnych i mega technicznych zespołów death metalowych. CARCASS zamieścił bowiem na tej płycie pewien chaczyk na słuchacza. Mianowicie - w tej muzyce jest dosyć sporo melodyjności. Oczywiście jest to melodyjność brutalnego death metalu a nie jakieś emo pitolenie. Jednakże melodie w takiej muzyce to wtedy była nowość, która po latach znalazła rzesze naśladowców. Co tu dużo mówić - "Necroticism" to klejnot i kamień milowy starego death metalu.
Na drugim miejscu...ciężki wybór. Chyba jednak "Heartwork". Przede wszystkim za utwór tytułowy. Już przy pierwszych dźwiękach głowa sama się buja a ten charakterystyczny wokal Walkera budz prawdziwego diabła w duszy (pozdrawiam brata). Juz za ten jeden utwór CARCASS ma zapewnione miejsce w kanonie starego death metalu. A biorąc pod uwagę całą płytę? Jest o wieeele bardziej melodyjnie niz na poprzednim krążku. To wtedy zaczęły sie oskarżenia CARCASS o komercję. Ale trudno uznać za komercyjną muzykę, która jednak nadal bazuje na brutalności i technice. Panowie po prostu chcieli i rozwijali się muzycznie, odkrywali nowe muzyczne tereny zarówno dla siebie jak i dla rzeszy naśladowców (jak okazało się po latach) - tę płytę CARCASS wielu uznaje za początek ruchu melodyjnego death metalu, co akurat nie jest powodem do dumy, ale bycie prekursorem w jakiejś dziedzinie jak najbardziej. Oprócz wspomnianego utworu tytułowego na wyróżnienie zasługują również wolny i miażdżący "Embodiment" oraz szybki "Death Certificate. Krótko mówiąc - kolejny klasyk starego death metalu.
Jeżeli więc "Heartwork" na miejscu drugim, to na trzecim "Symphonies of Sickness". Słuchałem tego dzisiaj - Rzeźnia przez duże "R". Tu jeszcze słychać sporo z grindcora od którego zespół zaczynał. Ale na co ciekawe i na szczęście nie jest to tylko młócka. Już wtedy chłopacy grali muzykę bardzo skomplikowaną. Wielowątkowe utwory, zmieniające się gwałtownie motywy. Przy takim natężeniu brutalności przyprawia to o zawrót głowy. Co jeszcze ciekawsze - już wtedy z muzyce CARCASS sporo było melodii (oczywiście takiej, którą wychwyci jedynie wprawione ucho death metalowca). W porównaniu do debiutu, zmiany w muzyce zespołu były wręcz rewolucyjne. Muzycy musieli rozwijać się bardzo szybko i również podejść do zadania stworzenia nowej muzyki bardzo ambitnie. Tą płytę koniecznie musisz posłuchać, jeżeli "kopiesz" trochę głębiej w starym death metalu.
A jakie jest Wasze zdanie?




