była taka kobieta w moim życiu... miała zielone włosy i nazywała się Nika, byliśmy parą przez 8 dni (8-dniowa impreza, tak, tak

). Otworzyła mi uszy na jedną jedyną płytę Deftones, która zwie się White Pony. Przedtem ich nie znosiłem, ostatnia płyta średnia, ale Biały Kucyk mnie rozwala. Raz, że przypomina mi Nikę, dwa, że połączenie ciężaru Sepultury, cyfrowej melancholii Depeche Mode i mroku The Afghan Whigs po prostu miażdży.
Zespół jednej płyty. WHITE PONY właśnie.